Opowiadania O Justinie Bieberze

One Life, One Love

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Widzę, że coraz mniej osób czyta to opowiadanie, więc postanowiłam zrobić nową listę osób, które będę informować. Jeśli czytasz moje opowiadanie i chcesz abym zaczęła informować Cię o pojawiających się rozdziałach napiszcie mi to w komentarzach, a Ci, którzy nie posiadają tu konta podajcie nazwy TT. Dziękuję bardzo za to, że jesteście i czytacie moje wypociny. Dziękuję <333
__________________________________________________________
Tagi: Info.
10.02.2014 o godz. 14:29
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Droga do domu mijała spokojnie. Jestem szczęśliwa z tego, że pogodziłam się z brązowookim i z tego, że zabrał mnie z miasta. Mam ogromną nadzieję, że nie będziemy się już rozstawać na tak długi czas jak ostatnio. Nie zniosłabym tego po raz kolejny. Tak strasznie go kocham, że aż sobie tego nie wyobrażacie. Ułożyłam się wygodnie na siedzeniu i przyłożyłam czoło do chłodnej szyby. Westchnęłam ciężko i skupiłam się na tym co widniało za oknem, a mianowicie drzewa i domy. Nic nadzwyczajnego. Kiedy tylko coś mi się przypomniało zwróciłam się do Justin’a patrząc w jego stronę.
- Jak idzie praca nad bronią na Brown’ów? – Zapytałam. Chłopak zwilżył językiem wargi i odwrócił wzrok od jezdni by na mnie spojrzeć.
- Brakuje nam jednego składniku, ale niestety trudno jest go zdobyć. Możliwe, że nawet już nigdzie go nie ma. – Odpowiedział i uśmiechnął się dość blado. No to nie jest zbyt ciekawie. Mam nadzieję, że jednak ten składni się znajdzie. Szatyn znów patrzył na drogę by nie spowodować niepotrzebnego wypadku.
- Ja też Susan, ja też. – Ujął delikatnie jedną z moich dłoni i potarł ją kciukiem bym poczuła się bezpieczniej i tak właśnie się stało.

Na miejsce dojechaliśmy w 20 minut. Chłopak pierwszy wysiadł z samochodu by następnie otworzyć drzwi pojazdu od mojej strony. Wysiadłam z niego i wraz z Jusem skierowaliśmy się pod drzwi domu.
- Świetnie się bawiłem. – Wyszczerzył zęby. Przypomniawszy sobie to co działo się poprzedniej nocy przygryzłam lekko wargę i odwzajemniłam gest chłopaka.
- Ja też.
- Zobaczymy się niebawem. – Pochylił się nade mną i przycisnął swoje usta do moich. Mmm. Te usta mogłabym całować cały czas. Kiedy odsunęliśmy się od siebie ruszył w stronę do domu szepcząc jeszcze po cichu „Kocham Cię”. Aww. Zaśmiałam się lekko i otworzyłam drzwi od domu. Zastałam tam Nathan’a i Dorothy. Jęknęłam w myślach widząc blondynkę.
- Susan, kochana. – Wstała z kanapy i podeszła do mnie by mnie przytulić. Wywróciłam oczami i zza jej ramienia spojrzałam na brata, który tylko wzruszył ramionami. Zarówno jak on nie wiedziałam o co chodzi. Czemu jest taka miła? Odsunęła się ode mnie i uśmiechnęła się lekko. Sztucznie?
- Tak dawno się nie widziałyśmy. – Zaczęła. – Może kiedyś razem wyszłybyśmy na jakieś zakupy czy coś? – Odwróciła się do chłopaka. – Nath, czy to nie jest świetny pomysł?
- Oczywiście, że tak. – Odpowiedział uśmiechając się szeroko, za szeroko. Oj braciszku myślę, że stać Cię na coś lepszego. Nie uważasz? Uniosłam jedną brew ku górze. Po chwili znów zaczęła patrzeć na mnie.
- Mogłybyśmy się lepiej poznać i takie tam. – Ciągnęła. A może ja nie chcę Cię poznawać hę?
- Dobrze. – Odpowiedziałam po chwili.
- Genialnie. – Zaklasnęła w dłonie. – To może jutro o 14:00. 14:00 może być? – Zapytała, a ja w odpowiedzi skinęłam głową. – To jesteśmy umówione. – Wyszczerzyła zęby i wróciła do Nath’a. Cmoknęła go w usta na pożegnanie i opuściła nasz dom.
- Oookey. To było dziwne. – Zwróciłam się do brata wskazując na drzwi.
- I to jeszcze jak. No, ale może w ten sposób uda nam się ją rozgryźć. Powodzenia. – Poklepał mnie po plecach i wbiegł po schodach na górę. Ta, może mi się przydać. – Pomyślałam i zrobiłam to samo.

Kiedy leżałam na łóżku usłyszałam stukanie w szybę. Poderwałam się do pozycji siedzącej i spojrzałam w stronę, z których dochodziły dźwięki. Za oknem ujrzałam wyszczerzonego Justin’a. Zaśmiałam się pod nosem i wstałam, a następnie otworzyłam mu drzwi balkonowe by mógł wejść do środka.
- Coś się stało. – Spytałam kiedy już zamknęłam drzwi.
- Mówiłem, że spotkamy się w krótce. – Wzruszył ramionami i usiadł na łóżku.
- A no tak, zapomniałam. – Westchnęłam. – Była dziś u nas Dorothy. – Oznajmiłam siadając obok chłopaka. – Była dziwnie miła. Umówiłam się z nią jutro na 14:00 na zakupy. – Jęknęłam. Spojrzałam ukradkiem na chłopaka. Jego mięśnie napięły się, a pięści zacisnęły. Jego knykcie na dłoniach zbialały. – Coś nie tak?
- Nie chcę abyś się z nią spotykała. To jest zbyt niebezpieczne. – Warknął wstając na równe nogi.
- To jest wielka szansa na rozgryzienie jej i tego co wiąże ją z Jared’em. – Wstałam również podchodząc do niego. Wahał się. Jęknął głośno i przytulił mnie do siebie.
- Martwię się o Ciebie. – Wyszeptał.
- Wszystko będzie dobrze, musi. – Odpowiedziałam i złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.



To już dziś spotykam się z Dorothy. Powiem wam szczerzę, że denerwuje się trochę. Nie wiem czego mogę się po niej spodziewać. Mam nadzieję, że dowiem się całej prawdy o niej o Jared’zie. Wszyscy jesteśmy w 100% pewni, że tę dwójkę coś ze sobą łączy. Połączenie siły i sprytu tej dwójki może być niebezpieczną mieszanką. Trzeba jak najszybciej ich rozgryźć zanim oni rozgryzą nas. To jest nasza misja, którą za wszelką cenę musimy wypełnić. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki by wykonać tam wszystkie potrzebne czynności jakie wykonuję dzień w dzień. Taka moja rutyna. Przebrałam się w ubrania i wyszłam z pomieszczenia. Była 12:00, więc miałam jeszcze trochę czas przed konfrontacją z krwiopijną blondyną. Haha, nawet już mam dla niej przezwiska, ja to mam łeb. – Pokręciłam z rozbawieniem głową i z uśmiechem na ustach zbiegłam na dół.
- Dzień dobry, Sus. – Do moich uszów dobiegł głos Nathan’a. Odpowiedziałam z uśmiechem i udałam się do kuchnie gdzie czekały na mnie kanapki. Wzięłam talerz i przysiadłam na kanapie obok chłopaka.
- Denerwujesz się? – Zaczął temat.
- Tak. Szczerze to nie mam ochoty aby z nią gdziekolwiek wychodzić ale wiem, że w ten sposób mogę pomóc, więc raczej nie wypada narzekać. – Wgryzłam się w kanapę. – Skinął.
- Poszedł bym za wami, ale pewnie wywęszyła by mnie i wszystko bym zepsuł. Chyba rozumiesz?
- Och. Tak, nie martw się wszystko będzie okey. – Uśmiechnęłam się uspokajając go. Odezwała się w nim braterska nadopiekuńczość. Boję się tam iść, ale nie powiem mu tego. Nie pozwoliłby mi iść, a w ten sposób niczego bym się nie dowiedziała, więc lepiej przemilczeć to.
- A no właśnie!!!. – Krzyknął uradowany. Spojrzałam na niego jak na idiotę. – Jak poszła randka z Justin’em? – Zapytał szczerząc się. Zarumieniłam się lekko na samo wspomnienie o tym wieczorze. – Nie gadaj, że uprawiałaś z nim sex!!!?
- Nath, ciszej. – Zatkałam mu usta dłonią. – Przecież on to mógł słyszeć. – Wywróciłam oczami i cofnęłam dłoń.
- A no tak.- Zaśmiał się głupkowato. – No to jak było? Był delikatny?
- Nath!!!. – Wstałam z kanapy by pójść do kuchni. Wstał ze mną. Zaklęłam pod nosem. Oparł się o ścianę kiedy ja zaczęłam zmywać naczynia.
- No co? Ciekawy jestem i chcę się upewnić, że nie zrobi Ci krzywdy. – Wywróciłam oczami. Wytarłam mokre dłonie w ścierkę i rzuciłam ją na blay.
- Było, było miło. – Odpowiedziałam krótko, a moje policzki oblały się rumieńcami.
- Aww. Rumienisz się. – Zaśmiałam się wraz z nim.
- Oj zamknij się.

Rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zaczęłam się jeszcze bardziej denerwować. Nathan otworzył drzwi i już po chwili ujrzałam blondynkę. Wpiła się w usta mojego brata. Odwróciłam głowę i udałam odruch wymiotny. Po chwili podeszła do mnie i mocno przytuliła.
- To jak? Gotowa na podbój sklepów? – Zaśmiała się.
- Tsa. Pewnie. – Wyszczerzyłam się sztucznie i opuściłyśmy dom. Na dworze stał jej samochód. Od razu do niego wsiadłyśmy i ruszyłyśmy w drogę.
- Jak układa Ci się z Justin’em? – Zapytała kiedy byliśmy już w połowie drogi.
- Jest idealnie. To naprawdę świetny chłopak i bardzo opiekuńczy. – Na myśl o Justinie uśmiechnęłam się szczerze.
- Tak to wspaniały chłopak. – Wywróciła oczami. Suka. – Pomyślałam. Ucieszyłam się kiedy znaleźliśmy się na miejscu. Jeśli jeszcze raz wywróci oczami na wspomnienie o Justin’ie to połamie dziwce kości. Wysiadłam z pojazdu i stanęłam na betonie. Zamknęłam drzwi, to samo zrobiła dziewczyna i ruszyłyśmy w stronę centrum. Dobrze, że dziewczyna nie umie czytać w moich myślach bo uszy to by jej chyba odpadły. Weszłyśmy przez szklane drzwi i od razu blondzia ruszyła do sklepu z bielizną. Wywróciłam oczami. Przejechała palcem po fikuśnych majtkach i wzięła do ręki czerwone, koronkowe stringi.
- Może weźmiesz? Jestem pewna, że Justin’owi się spodoba. Uwierz mi, wiem co ona lubi. – Zacisnęłam dłonie w pięści, a moje knykcie zbialały. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się sztucznie.
-Och. Naprawdę myślisz, że mu się spodoba? – Zapytałam przesłodzonych głosem.
- Jestem tego pewna!! Byłam z nim długi czas i wiem co lubi w łóżku. – Puściła mi oczko. Wywróciłam oczami kiedy podeszła do stoiska ze stanikami. – Och, a to będzie idealnie do tego pasować.
- Świetnie. – Mruknęłam pod nosem i wzięłam rzecz. W sklepie spędziliśmy jeszcze jakieś 20 minut. Bo dziewczyna wybierała coś dla siebie. Jestem już tak strasznie zmęczona, a to dopiero pierwszy sklep. Mam dość. Chciałabym ją tu zostawić uciec gdzieś jak najdalej od niej. Wkurwiająca z niej blondzia jest.
- Chodźmy jeszcze po buty, torebki, paski, sukienki. O i może jeszcze…
- Dziewczyno zwolnij trochę bo się zapowietrzysz. Wątpię, żeby aż tyle rzeczy było mi potrzebnych. – Wywróciłam oczami. – Jestem głodna. Chodźmy coś zjeść, a później dokończymy dalsze zakupy.
- Eh. No ok. – Weszłyśmy do pobliskiej knajpki i usiadłyśmy przy jednym ze stolików. Po chwili przyszedł kelner i złożyłyśmy zamówienia. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę o niej i Jared’zie. Ugh. To będzie jeszcze trudniejsze niż sobie to wyobrażałam. A może tak po prostu walnąć prosto z mostu? Tak to chyba będzie dobre.
- O czym Ty tak myślisz. Hę? – Zachichotała
- Co łączy Cię z Jared’em Brown’em? – Czy ja na serio się jej o to zapytałam?
- Emm…
__________________________________________________________
Następny rozdział już niedługo :))
04.02.2014 o godz. 14:52
Justin ma nowy tatuaż na klatce piersiowej!!! Krzyż. Moim zdanie jest świetny, a wam się podoba?

Kto pobija razem ze mną i innymi Beliebers rekord wyświetleń na YT? Dla tych, którzy nie wiedzą: Próbujemy sprawić aby teledysk do piosenki "Confident" miał najwięcej wyświetleń na portalu YouTube.

A tu nowy tatuaż.

1661001_282096031943002_933892651_n.jpg
Tagi: Info.
30.01.2014 o godz. 14:37
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


UWAGA! Rozdział zawiera treści + 18. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Zerwałam się z łóżka i szybko zbiegłam do salonu. Jednak nie przypuszczałam, że zobaczę tam osobę, którą chciałam zobaczyć od ponad dwóch tygodni. Justin stał sobie z Nathan’em i wlepiał we mnie te swoje piękne, brązowe oczy. Byłam w szoku. Stałam tam, zupełnie nie wiedziałam co powiedzieć.
- Możemy pogadać? – Odezwał się tym swoim lekko zachrypniętym głosem. Skinęłam tylko głową i poszliśmy do mojego pokoju. Usiadłam na łóżko i czekałam aż znów usłyszę jego głos.
- Przepraszam Sus, przepraszam za wszystko. Za to, że się nie odzywałem, za to jak się czułaś, za wszystko. Jest mi z tym tak strasznie źle. – Schował twarz w dłonie i zaczął cicho szlochać. Przykucnęłam przy nim i zabrałam jego dłonie. Po jego policzkach spływały szkarłatne łzy. Ten widok sprawiał mi ogromny ból, był ta wielki, że aż sama zaczęłam płakać. Złapałam jego twarz w dłonie, a jego oczy od razu spotkały moje.
- Wybaczam Ci Justin. Wiem jak było Tobie trudno pozbierać się po stracie przyjaciela. Kocham Cię Jus i nic tego nie zmieni. – Złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku. – Ta strasznie za tym tęskniłam. – Zachichotałam cicho.
- Ja jeszcze bardziej. – I znów nasze usta się spotkały.

- Sus, pośpiesz się nieco!! – Usłyszałam krzyk Justin’a z dołu. Idziemy na naszą pierwszą randkę od czasu naszego pogodzenia się, a było to wczoraj. Jestem tak strasznie z tego powodu szczęśliwa, że uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Pomyśleć, że t sprawka Nathan’a. – Pokręciłam z rozbawieniem głową i spojrzałam w wielkie lustro. Wyglądałam pięknie. Strój był idealnie dopasowany do mojej sylwetki, a kolory współgrały ze sobą.
- Już idę! – Zaśmiałam się krótko. Zabrałam jeszcze torebkę i wybiegłam z pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Zeszłam po schodach i stanęłam przed najprzystojniejszym chłopakiem w całym wszechświecie. Ujął moją dłoń i zakręcił mną kilka razy wokół mojej osi.
- Wyglądasz oszałamiająco. – Przybliżył się do mnie i pocałował z uczuciem.
- Dobra, dobra moje gołąbeczki. Staje się zazdrosny. – Nath wyszedł z kuchni i zrobił minę smutnego psiaka.
- Oj nie przesadzaj. Masz przecież Dorothy. – Wybuchnęłam głośnym śmiechem wraz z Bieber’em, a mój brat spojrzał na nas z pode łba.
- OJ nie złość się.
- Ta, idźcie już dzieciaki. – Wciąż się śmiejąc opuściliśmy dom. Nie wiedziałam gdzie Justin mnie zabiera, ale wiedziałam, że na pewno będzie idealnie. Każda dziewczyna chciałaby mieć przy sobie takiego chłopaka jakim jest właśnie Justin. Spojrzałam na chłopaka i przesłałam mu pogodny uśmiech. Odwzajemnił go i wyszliśmy z domu. Na dworze stał samochód, którym mieliśmy jechać. Jak na dżentelmena przystało otworzył przede mną drzwi abym mogła wsiąść i tak też zrobiłam. Następnie zatrzasnął je i już po chwili siedział obok mnie na miejscu kierowcy.
- Gotowa? – Zapytał z olśniewającym uśmiechem. Nie mogłam się mi oprzeć. Był idealny. Skinęłam głową i już po chwili dało się usłyszeć cichutki warkot silnika. Samochód ruszył, a ja parłam się o szybę i podziwiałam mijające nas domki i drzewa, które wydawały się po raz pierwszy interesująco ciekawe.

Jechaliśmy już ponad godzinę, a ja coraz bardziej zaczynałam się niecierpliwić.
- Justin, gdzie jedziemy? – Zapytałam chłopaka.
- Daleko Sus, daleko. – Pokazał rząd swoich śnieżnobiałych zębów.
- Ugh!! No powiedz! – Krzyknęłam, ale nie zbyt głośno.
- Ktoś się tu niecierpliwi. – Dało się wyczuć rozbawienie w głosie chłopaka. Tsa, on ma ubaw, a ja nie wiem gdzie mnie wywozi. Zabawne. – Oj Susan, będziemy za jakieś 20 minut na miejscu. Nie wytrzymasz jeszcze tyle? - Zwrócił głowę w moją stronę.
- Co ty robisz?!! Patrz na ulicę! – Wybuchnęłam. Nie wiem czemu, ale jakoś dziwnie się czuję i mam jakieś napady gniewu. To nie jest normalne. Pewnie okres się zbliża.
- Okres? – Zapytał ledwo powstrzymując śmiech.
- Zajmij się swoją głową, a nie moją. – Obrażona wróciłam do patrzenia na drogę.

- Jesteśmy!!
- Juhu. – Odpowiedziałam mało entuzjastycznie. Ah te moje humorki. Szatyn wysiadł z pojazdu i po chwili otworzył drzwi po mojej stronie. Podał mi rękę, którą ujęłam i z jego pomocą wysiadłam. Moim oczom ukazał się piękny, pięciogwiazdkowy hotel. Dech zaparło mi w piersiach. Jus to zauważył.
- Podoba Ci się? – Zapytał obejmując mnie w pasie od tyłu, szepcąc mi do ucha. Ciarki przeszły mi po plecach gdy tylko usłyszałam ten jakże niezwykle seksowny głos. Odwróciłam się w jego stronę i złożyłam na jego pocałunek pełen miłości. Uśmiechnął się i znów złapał mnie za dłoń i weszliśmy do środka. – Mają tutaj świetną restaurację, jest najlepsza w Rochester.
- Jesteśmy aż w Rochester? Przecież do dość spory kawałek od Beaver. – Wytrzeszczyłam oczy.
- Wiem i dlatego też przenocujemy tutaj. – Uśmiechnął się głupkowato chłopak. Wywróciłam oczami. Ruszyliśmy w stronę wcześniej wspomnianej restauracji. Przy wejściu Justin podał nazwisko, na które wcześniej zamówił stolik. Nasze miejsca znajdowały się w najbardziej oddalonej części sali co bardzo mi się spodobało. Nie przepadam gdy ktoś się patrzy kiedy coś jem. Zresztą chyba nikt tego nie lubi. Szatyn wysunął moje krzesło po czym ponownie je wsunął i zajął swoje miejsce naprzeciwko mnie. Rozejrzałam się po sali, teraz dopiero zauważyłam jaka jest piękna. Każdy detal do siebie pasował. Nie było tu wiele osób. Na środku znajdowała się scena, na której przygrywali mężczyźni na bardzo wyrafinowanych instrumentach takich jak wiolonczela czy harfa. Kelner zostawił karty dań i zostawił nas abyśmy się zastanowili.
- Co wybierasz?
- No nie wiem, Justin. Tu wszystko jest strasznie drogie. – Skrzywiłam się.
- Nie patrz na cenę tylko bierz to co lubisz. – Zaśmiał się. – To co?
- Nie mogę Cię naciągać na takie koszty. – Odłożyłam menu. Chłopak wywrócił oczami. Chwilę później przyszedł kelner.
- Czy państwo już coś wybrali? – Zapytał uśmiechając się.
- Tak. – Odezwał się szatyn. – Poprosimy dwa razy specjał szefa kuchni i białe wino. – Oddał karty. Kelner wszystko zapisał i już za chwilę nie było go przy naszym stole. – Nie chciałaś wybrać, więc sam musiałem to zrobić. – Bieber puścił w moją stronę oczko. Wywróciłam oczami.



Cały czas rozmawialiśmy. Mieliśmy ze sobą wiele wspólnych tematów. Specjałem szefa kuchni okazał się pyszny homar. Nie chciałam się już pytać o cenę bo wiedziałam, że na pewno mała nie będzie. Justin zawsze musi postawić na swoim. Kiedy skończyliśmy kolację udaliśmy się do naszego apartamentu. Nie byłam jeszcze zmęczona, więc kłaść się spać ni chciałam. Zsunęłam szpilki z nóg i położyłam się na łóżku, a obok mnie najwspanialszy chłopak na ziemi. Włączyliśmy telewizję i zaczęliśmy „skakać” po kanałach szukając czegoś ciekawego. Niestety nic takiego nie było. Justin wyłączył sprzęt i rzucił pilot na pościel. Spojrzałam się na niego i utonęłam w jego czekoladowych tęczówkach. Nawet nie zauważyłam jak zaczęliśmy się do siebie zbliżać. Zasze nosy zetknęły się ze sobą, a następnie usta. Zaczęliśmy się całować nieco namiętnie. Chłopak jedną dłoń położył mi na policzku, a drugą na tali natomiast ja wplotłam jedną w jego włosy, a drugą pod jego bluzką na jego torsie. Pragnęłam go, a on mnie. Wiedziałam, że to co za chwilę się stanie już się nie odstanie, ale byłam pewna decyzji, którą podjęłam. Chcę to zrobił właśnie z nim, właśnie tu i teraz. Jęknęłam czując jego język w mojej buzi, na co się zaśmiał przez pocałunek. Usiadłam na nim okrakiem i zjechałam tyłkiem na jego krocze. Odpowiedział na mój ruch sapnięciem. Zauważyłam, że mu się to podoba, więc ruszyłam biodrami jeszcze raz. Jęknął. W jego spodniach zaczęło robić się duże wybrzuszenie. Dłońmi zjechał na moje biodra i zaczął sunąć nimi w górę i w dół. Po moich plecach przeszedł dreszcz. To co robił ze mną ten chłopak przechodziło ludzkie pojęcie. Nasze oddech stawały się coraz bardziej przyśpieszone. Czułam jak coraz bardziej staję się podniecona, z resztą nie tylko ja. W oczach Justin’a widać było pożądanie, ale nie zabrakło miłości i czułości. Szatyn podniósł mnie lekko aby muc rozpiąć mi sukienkę. Chwilę później nie miałam już jej na sobie. Leżałam teraz przed nim w samej koronowej bieliźnie. Prześledził każdy mój skrawek ciała i zagryzł dolną wargę. Zobaczyłam, że chłopak jeszcze w ubraniach, więc wzięłam się za niego. Przekręciłam nas tak, że teraz to ja byłam tą dominującą.
- Mrrrr. – Wymruczał mi do ucha i lekko przygryzł jego płatek. Na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka. Złapałam za jego koszulę i zaczęłam rozpinać guzik za guzikiem patrząc prosto w oczy brązowookiego. Uśmiechnął się szyderczo. Wywróciłam oczami, a gdy rozpięłam już całą koszulę znów byłam na dole. Bieber ściągnął z siebie zbędny ciuch i rzucił gdzieś w kąt pokoju. Pochylił się by móc składać mokre pocałunki na moim ciele. Czułam jego usta najpierw na linii szczęki, później na szyi, a następnie na barkach i brzuchu. Moje hormony buzowały.
- Juustin. – Jęknęłam. Chłopak nie przestawał obdarowywać mnie pocałunkami, ale poczułam jak się uśmiecha. Przerwał na chwilę czynność i wsunął dłonie pod moje plecy. Spojrzał mi pytającą w oczy. Skinęłam. Odpiął mi stanik ukazując przy tym moje piersi. Nie krępowałam się przy nim. Oczy chłopaka otworzyły się szerzej i zaczął ssać i delikatnie podgryzać sutki lewej piersi. Jednak nie pozostawił prawej i ugniatał ją ręką. Z mojego gardła uciekł gardłowy jęk. Wzięłam się za odpinanie paska od spodni Justin’a. Rozpięłam mu rozporek i zsunęłam część ubrania do kolan. Chłopak przerwał zaspokajanie mnie i ściągnął spodnie do końca pozostając w samych bokserkach o Calvin’a Klein’a. Przygryzłam dolną wargę przyglądając się jego wypukłości. Jus zachichotał i sięgnął dłońmi do moich koronkowych majtek by po chwili mi je ściągnąć. Rozszerzył delikatnie moje nogi i zaczął składać pocałunki na wewnętrznej stronie moich ud. Czułam się niesamowicie. Po chwili poczułam jak wkłada we mnie jeden palec. Sapnęła o spojrzałam na zaspokającego mnie chłopaka.
- Ciasna jesteś. – Ukazał rząd swoich śnieżnobiałych zębów. Opadłam na poduszki rumieniąc się. Zachichotał.
- Justin! – Jęknęłam czując jak robi mi się przyjemnie w tym miejscu.
- Wiem. – odpowiedział z lekką chrypką co sprawiło, że zrobiło mi się jeszcze bardziej ciepło. Przyśpieszył wkładanie we mnie swoich magicznych paluszków. Wygięłam się w łuk z przyjemności jaką mi dawał. W krótce zalała mnie fala ciepła i doszłam wyginając się w jeszcze większy łuk. Szatyn wyjął ze mnie palca i przyłożył sobie do ust. Wylizał z niego wszystko. Przygryzłam wargę spoglądając na niego. Zachichotał.
- Mmmm. Smaczna jesteś. – Położył się na mnie lecz nie przygniatał mnie zbytnio i wyszeptał mi do ucha. Poczułam jego erekcję pomiędzy nogami. Justin zaczął ocierać się swoim kroczem o moje co jakiś czas jęcząc cicho. Złapałam za końce jego bokserek i ściągnęłam je w dół ukazując stojącą na baczność męskość chłopaka. Jej. Jest wielki. Przez chwilę zaczęłam wątpić czy we mnie wejdzie. Chciałam tego, nawet bardzo. Można było powiedzieć, że jestem sfrustrowana seksualnie.
- Ktoś tu nie może się doczekać. – Zaśmiał się melodyjnie i po raz kolejny moją twarz oblały rumieńce. Po chwili jego twarz przybrała bardzo poważny wyraz, a w jego czekoladowych oczach można było zobaczyć zmartwienie. Zobaczywszy, że przyglądam mu się uważnie powiedział:
- Boję się, że mogę zrobić Ci krzywdę. Jestem o wiele silniejszy niż normalny człowiek. – Jękną. Położyłam dłonie na jego policzku.
- Nie bój się. Chcę tego. – Chłopak skinął i popatrzył mi głęboko w oczy. Po chwili poczułam jak coś w środku mnie rozpycha. Wszedł we mnie. Jęknął głośno i zaczął poruszać lekko biodrami. Ból był nie do opisania. Wbiłam szatynowi paznokcie w plecy chcąc aby ból przestał być tak silny.
- Przepraszam. – Sapnął kładąc głowę w zagłębiu mojej szyi. Zaczął składać mokre pocałunki na moim ramieniu. Po chwili ból ustąpił, a władzę nad moim ciałem przejęła rozkosz i podniecenie. Justin widząc to zaczął jeszcze szybciej poruszać miednicą. Razem głośną jęczeliśmy czując jak wszystko w nas buzuje.
- Tak bardzo Cię kocham. – Jęknął mi do ucha, a następnie przygryzł jego płatek. Poczułam jak penis Jusa zaczął lekko drgać. Był blisko z resztą ze mną nie było inaczej. Jeszcze bardziej przyśpieszył zaspokajanie mnie. Wyszłam naprzeciw jego ruchom poruszając biodrami. Z jego ust wydobyło się warknięcie. Następnie jęknął głośno, a ja razem z nim i doszliśmy razem. Poczułam jak sperma Justina rozlewa się we mnie. Jęknęłam. Chłopak opadł na mnie ze zmęczenia lecz nie wyszedł jeszcze ze mnie i ciężko dyszał, a na jego czole widniały kropelki potu. Położyłam dłoń na jego włosach i zaczęłam je lekko mierzwić. Podniósł głowę i cmoknął mnie w nos. Zachichotałam.
- Byłaś niesamowita. – Zaczął składać pocałunki na linii mojej szczęki.
- Też byłeś niczego sobie. – Zaśmiałam się głośno, na co chłopak wywrócił oczami. Wyszedł ze mnie i położył się obok mnie. Przykrył nas kołdrą. Poczułam pustkę w sobie. Położył dłonie na mojej tali i przycisnął mnie do siebie. Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej która poruszała się już w normalnym tempie. Przymknęłam oczy.
- Dobranoc księżniczko. – Ucałował moją skroń.
- Dobranoc. – Odpowiedziałam i po chwili już spałam.



Ciepłe promienie słońca otuliły moją twarz.
- Dzień dobry słoneczko. – Ktoś wyszeptał do mojego ucha. Od razu uśmiech wkradł mi się na twarz słysząc jego melodyjny głos. Otworzyłam oczy i ujrzałam twarz najprzystojniejszego chłopaka na świecie.
- A więc uważasz, że jestem najprzystojniejszym chłopakiem na świecie? – Zaczął poruszać brwiami w górę i w dół. Wytrzeszczyłam oczy i oblała mnie fala gorąca. Złapałam za jedną z poduszek i rzuciłam nią w brązowookiego.
- Cicho. – Zaśmiałam się lekko. – A i dzień dobry. – Schyliłam się nad jego twarzą i musnęłam te malinowe wargi, które tak bardzo kocham. Justin oczywiście musiał przedłużyć pocałunek. Położył dłonie na moich biodrach i usadził mnie sobie na podbrzuszu. Poczułam jak przez moje ciało przeszedł ogromny ból. Skrzywiłam się lekko i jęknęłam.
- Przepraszam. – Szepną. Położyłam głowę w zagłębiu szyi chłopaka i westchnęłam głośno.
- Nie szkodzi. – Ruszyłam lekko tyłkiem, a Justin warknął. Na mojej twarzy pojawił się szyderczy uśmieszek i po raz drugi ruszyłam się. Chłopak jęknął.
- Susan, jeśli się nie opanujesz ja nie będę w stanie panować nad sobą. – Zachichotałam i położyłam się na moim poprzednim miejscu.
- Idę wziąć prysznic. – Oznajmił chłopak i wstał z łóżka. Spojrzałam się na niego i zaraz zakryłam twarz.
- Justin!!!. – Pisnęłam na co chłopak zaśmiał się.
- Przecież już to wczoraj widziałaś. – Nie widziałam jego twarzy ale byłam pewna, że znów porusza brwiami. – Dobra już możesz patrzeć. – Przesunęłam lekko palce lecz po chwili pożałowałam.
- Justin!.
- Dobra, dobra. – Usłyszałam jak otwiera drzwi od łazienki i chichocze. Zdjęłam dłonie z twarzy i uśmiechnęłam się szeroko. Jej, nie mogę uwierzyć, że zrobiliśmy to wczoraj!
- Lepiej uwierz!!!. – Do moich uszów dobiegł głos chłopaka.
- Och zamknij się Bieber.

- To co moja księżniczka chce na śniadanie. – Zapytał Justin kiedy wchodziliśmy do niewielkiej kuchni. Byłam już ubrana i odświeżona.
- Hmm.. – Zastanowiłam się. – Gofry. – Odpowiedziałam, a chłopak zaczął przygotowywać posiłek.
- Wyjeżdżamy o 15. – Spojrzał na zegarek, jest dopiero 12, więc jeśli chcesz możemy wyjść i zwiedzić miasto. – Przytaknęłam i po chwili przede mną pojawił się talerz z pachnącymi goframi. Zaczęłam zajadać pyszne śniadanko, a kiedy wszystko zniknęło z talerza tak jak Justin zaproponował poszliśmy zwiedzać miasto.
________________________________________________________
Sieemka!!. No to kto był na Believe? Ja byłam i wygrałam plakat. Też mieliście taki konkurs, że ludzie z kina zadawali pytania związane z Justin'em? U mnie można było wgrać plakaty promujące Beieve i płytę Believe Acoustic. Już niedłogo mam ferie, więc w tym czasie dodam z jakieś trzy rodziały :) Miłego dnia <3

29.01.2014 o godz. 09:45
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Dni mijały, a Justin wciąż się nie odzywał. Już od ponad dwóch tygodni go nie widziałam. Wszyscy wokół pocieszają mnie i mówią, że wszystko będzie dobrze, a ja dzień w dzień tracę nadzieję. Powoli zamykam się w sobie. Odrzucam przyjaciół, którzy chcą mi pomóc. Wszystko się rozpada, moje życie, a w nim i ja. Nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze żyć bez chłopaka, którego kocham całą sobą. Nie jestem w stanie normalnie funkcjonować. Jest dla mnie jak dla człowieka tlen, lub dla ćpuna kokaina. Bez niego nic nie jest takie samo. Słońce nie jest już takie jak kiedyś, jego promienie już nie działają na mnie w ten sposób jak kiedyś. Kiedy wpadają do mojego pokoju mam ochotę schować się w ciemny kont i zachowywać się jakby mnie nie było. – Wychodząc z wanny owinęłam się ręcznikiem i poszłam do garderoby by ubrać jakieś ubrania. Popatrzyłam na swoje odbicie w lustrze i pokręciłam zażenowana głową. Wyglądam okropnie. Oczy podkrążone i opuchnięte od płaczu, który towarzyszy mi co noc. Widoczne kości są rezultatem tego, że prawie nic nie jadam. Przeczesałam włosy dłonią i wyszłam z pokoju zamykając go za sobą. Zeszłam po schodach do salonu, w którym dzień w dzień przesiadywał mój zaniepokojony braciszek. Martwił się o mnie. Wiem to. Widzę to w jego oczach i po tym jak na mnie patrzy. Podeszłam do chłopaka i przytuliłam go na tyle na ile pozwoliły mi na to siły. Bez wahania odwzajemnił uścisk. Usłyszałam pociągnięcie nosem. Lekko odsunęłam się od chłopaka i spojrzałam w jego załzawione oczy.
- Nie płacz. – Wyszeptałam.
- Jak mam nie płakać kiedy widzę jak się męczysz? Zobacz jak Ty wyglądasz. – Złapał mnie za ramię i zaprowadził do dużego lustra w salonie. – Widać Ci wszystkie kości. Nic nie jesz. Powiedz jak mam się nie martwić? Przecież Ty się powoli wyniszczasz. Siebie i swój organizm. Nie widzisz co się dzieje? – Krzyczał szlochając. Było mi źle, że doprowadziłam siebie i jego do takiego stanu.
- Przepraszam, ale ja po prostu… - Po raz kolejny mnie do siebie przytulił.
- Proszę, zacznij o siebie dbać. Zobaczysz Justin… - Wyszarpnęłam się z jego uścisku.
- Justin co? Justin’owi przejdzie i wszystko będzie dobrze?!! To chciałeś powiedzieć?!! Minęły już dwa tygodnie, a on nie przyszedł, ani nie zadzwonił i nie, nie będzie dobrze!!! – Wzięłam torbę z podłogi i pobiegłam do drzwi. Wyszłam na zewnątrz i zatrzasnęłam je głośno. Osunęłam się po nich i zaczęłam histerycznie płakać. Kiedy trochę się uspokoiłam wstałam i otrzepałam ubranie. Zerknęłam w stronę oka Justin’a. Stał tam. Stał i przyglądał mi się z żalem, a może z obrzydzeniem? Podniosłam torbę i ruszyłam w drogę do szkoły. Kiedy dotarłam na miejsce od razu moja osoba rzuciła się wszystkim w oczy. Opuściłam głowę w dół i ruszyłam w stronę szafki. Wyjęłam z niej najpotrzebniejsze rzeczy na lekcję, a mianowicie angielski i zatrzasnęłam drzwiczki. Wpadłam na kogoś, na osobę, której nie miałam ochoty oglądać. Jared’a.
- O, kogo ja tu widzę. – Zaśmiał się. – Justin’ek jeszcze siedzi w domu i użala się nad swoim życiem? – Zaszydził.
- A co Cię to obchodzi?!! – Warknełam.
- Jesteś tak samo słaba jak i on. Nic nie warte śm…
- Zostaw ją!! – Krzyknął na niego Alan.
„Wybawienie” – Pomyślałam. Jared odszedł zostawiając mnie z chłopakiem.
- Wszystko okay? – Zapytał się z troską w głowie. Pokiwałam twierdząco głową. W rzeczywistości czułam się tu jak zupełny odludek. Osoba trędowata. Chciałam tylko wrócić do domu i zamknąć się w swoim pokoju. Wyminęłam bruneta i udałam się pod właściwą salę. Pewnie zastanawiacie się co tutaj, w szkole robi Alan? Otóż, jego rodzice postanowili przeprowadzić się tutaj i zapisali go do tej szkoły. To tak w skrócie. Usiadłam pod klasą i włożyłam słuchawki do uszów by nie słyszeć nie miłych komentarzy na moją osobę. Dzwonek zadzwonił i wszyscy zaczęli wchodzić do klasy, a ja za nimi. Rozejrzałam się po klasie i zauważyłam ławkę, w której siedziałam razem z Justin’em. Łza spłynęła mi po policzku, ale szybko ą wytarłam aby nikt jej nie widział. Usiadłam na swoim miejscu i czekałam na przyjście nauczyciela. Chciałabym aby Justin był teraz tutaj ze mną.
Nauczyciel przyszedł i zaczął wyczytywać listę obecności. Kiedy usłyszałam jego imię po raz kolejny od kąt tu przyszłam.
- Wszystko dobrze Susan? – Zapytał się z troską nauczyciel. – Nic nie odpowiedziałam tylko skinęłam głową i zaczęłam bazgrać sobie jakieś dziwne rysunki w zeszycie.

Lekcje minęły, a ja mogłam wyjść z tej męczarni i wrócić do domu. Szłam przez uliczki jakby nic wokół mnie nie interesowała. Kopałam leżące mi na drodze kamyczki i słuchałam muzyki przez słuchawki. Droga była spokojna, a towarzysząca muzyka była dla mnie zbawieniem. Kiedy dotarłam do domu od razu podeszłam do Nathan’a. Męczyły mnie wyrzuty sumienia, nie powinnam tak na niego naskakiwać. Czuję się z tym źle.
- Słuchaj, nie chciałam tak na Ciebie naskoczyć. To, to z nerwów. – Zająknęłam się.
- Choć tu do mnie. – Rozłożył ręce tak abym mogła się w niego wtulić i to zrobiłam. – Mamy tutaj tylko siebie i wiem, że jest Ci teraz strasznie ciężko, ale pamiętaj, ze masz mnie i z każdym problemem choć tym najmniejszym, możesz w każdej chwili do mnie przyjść. Nie opłaca się zamykać w sobie bo to jeszcze to wszystko pogorszy. Jesteś dla mnie najważniejszą osobą w życiu i nie zapominaj tego. Zawszę będę starał się Ci pomóc. Rozumiesz?
- Tak. – Mocniej się w niego wtuliłam.
- Ej, ale ja chcę jeszcze przeżyć. – Zaśmiał się. Odwzajemniłam to. Pierwszy raz od dwóch tygodni się zaśmiałam. Jej, szok normalnie.
- Dzięki. – Odsunęłam się lekko. – Za wszystko.
- Nie ma za co i pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.
- Oczywiście. – Posłałam mu szczery uśmiech i wbiegłam po schodach na górę.
- Za 15 minut obiad!

Mimo tego, że Nath nieco poprawił mi humor to i tak już nigdy nie będzie tak jak wcześniej. Już nie potrafię tryskać taką energią jak kiedyś i możliwe, że już nigdy nie będę. – Westchnęłam głośno i przykryłam się po same uczy kołdrą. Mam nadzieje, że jutrzejszy dzień będzie lepszy.



7:00 czyi czas wstawać. Jęknęłam głośno podnosząc się z łóżka. Nogi wsunęłam w ciepłe papcie i leniwym krokiem ruszyłam w stronę garderoby wybrać ubrania na dzisiaj. Kiedy już wszystko było wybrane w łazience wykonałam wszystkie poranne czynności. Mogłam powiedzieć, że wyglądam nawet znośnie, więc zeszłam na dół gdzie co dzień czekało na mnie śniadanie. Co mnie tam zastało? Brak śniadania, no i brak Natha. Wiedziałam, że coś jest nie tak. Zawsze rano czekał na mnie z śniadaniem, a teraz o nie ma. W pospiechu zaczęłam sprawdzać każdy pokój w domu, lecz z marnym skutkiem. Nie ma go i nawet nie zostawił mi żadnej kartki. Sięgnęłam po telefon i wykręciłam jego numer. Po 3 sygnałach odebrał.
- Nath, gdzie jesteś? Martwię się.
- Sus uspokój się. Niedługo wrócę do domu. Muszę załatwić coś ważnego. – Powiedział na pośpiechu i się rozłączył.
- O!. – Jestem ciekawa tylko co jest tak ważnego, że od rana to załatwia. No, ale chyba się nie dowiem. Wyciągnęłam z szafki szklankę i nalałam sobie wody, następnie upiłam dość spory łyk. Wzięłam torbę i wyszłam z domu. Zamknęłam go na klucz.

Kolejny dzień w szkole minął tak samo. Nie obyło się bez głupich spojrzeń i komentarzy moich rówieśników. Teraz już chyba będzie tak dzień w dzień. Chyba będę musiała się do tego przyzwyczaić. Wróciwszy do domu od razu w oczy rzuciła mi się pewna osoba. Nathan. Ustałam z założonymi rękoma na piersiach i z uniesioną jedną brwią wpatrywałam się w chłopaka.
- Przepraszam, że nie zostawiłem Ci żadnej karteczki czy czegokolwiek, że mnie nie ma i przepraszam też, że się martwiłaś, ale ta sprawa nie mogła czekać i z tego pośpiechu nadzwyczajnie zapomniałem.
- Jest okey. – Odpowiedziałam obojętnie i wbiegłam po schodach na górę. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam myśleć. Może źle potraktowałam Nath’a. Może nie powinnam odchodzić mówiąc zaledwie „jest okey”? To chyba przez ten stres, którego doświadczam w szkole i te zachowanie wszystkich względem mnie? Tak to chyba to. Jednak nie powinnam była dopuścić do tego żeby sprawy z zewnątrz wtargnęły do wewnątrz. Chyba wiecie o co mi chodzi? Zerwałam się z łóżka i szybko zbiegłam do salonu. Jednak nie przypuszczałam, że zobaczę tam osobę, którą chciałam zobaczyć od ponad dwóch tygodni.
__________________________________________________________
Jejku! Przepraszam was, że tak długo nic nie dodawałam, ale te wszystkie problemy sprawiają, że nie mogłam nic napisać. Mam nadzieję, że nie macie mi tego za złe i rozumiecie mnie.
Uwielbiam dla was pisać, więc nie skończę z tym, a nawet mam już pomysł na następne opowiadanie. Bedzie tak samo o wiele różniło się od innych ;))
Pozdrawiam was i do zobaczenia przy olejnym rozdziale <33

18.11.2013 o godz. 07:47
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Susan’s POV

- Rick zabił Ryan’a. – Odezwał się Justin.
- Co? – W tym momencie zobaczyliśmy uciekającego mężczyznę. Alan szybko podbiegł do niego i uniemożliwił mu ucieknięcie. Ojciec patrzył na niego z odrazą. W sumie nie dziwie się mu. Był jego przyjacielem, a okazał się mordercą, który zabił przyjaciela jej córki. Nagrabił sobie.
- Jak mogłeś. – Ojciec wstał z pieńka i podszedł do niego. – Jak mogłeś? – Złapał go za szyję, a na twarzach wszystkich widniało nie małe zdziwienie. Nie znałam ojca od tej strony. Mogę się założyć, że wszyscy byli pewni, że to ja się na niego rzucę.
- Przyjacielu, to są złe bestie!! – Ledwo wykrztusił te słowa przez duży nacisk dłoni Ben’a na jego szyi.
- Nie jesteśmy przyjaciółmi. – Wypuścił go. Ten padł na ziemię i ledwo oddychał. – A i bym zapomniał. Nie masz już pracy. – Wypowiedziawszy te słowa podszedł do mnie i mocno przytulił do siebie.
- Nie możesz zwolnić mnie z pracy! – Wrzasnął rozpaczliwie Rick.
- Ale to zrobiłem.

Po 30 minutach pojawili się rodzice Justin’a i Alan’a. Nasz wyjazd musieliśmy nieco skrócić. Pożegnałam się z rodzicami i ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Nikt się nie odzywał. Justin prowadził samochód ściskając mocno kierownice. Nikt nie mógł się pogodzić z odejściem naszego przyjaciela. Wszyscy byli roztargnieni i małomówni. Chris i Emiy siedzieli razem wtuleni w siebie, a Alan słucham muzyki i swoim iPhon’ie. Ja wpatrywałam się w drogę przez boczną szybę, która chłodziła moje czoło. Kiedy tylko dojechaliśmy pod dom pożegnałam się ze wszystkimi i weszłam do domu. W salonie siedział Nathan kiedy tylko mnie zostawił od razu rzucił się do biegu i mnie przytulił.
- Co tak wcześnie? – Zapytał odsuwając się lekko ode mnie, a ja znów zaczęłam płakać.Po raz drugi znaleźliśmy się w uścisku i zaprowadził nas do kanapy, na której usiedliśmy.
- Ryan nie żyje! – Zaszlochałam. Zobaczyłam, że w oczach brata zaczęły zbierać się łzy. Może nie znał go zbyt dobrze, ale Nath jest wrażliwym człowiekiem i potrafi rozpłakać się kiedy ja.
- Jejku, Sus. Tak strasznie mi przykro. – Resztę dnia spędziliśmy we dwóję. Dowiedziałam się jak idą sprawy z Dorothy i nie jest zbyt dobrze. Jest twarda i nie chce nic powiedzieć.

Następnego ranka kiedy wstałam byłam strasznie zmęczona, a moje wory pod oczami to potwierdzały. Prawie wcale nie spałam. Cały czas przez oczami miałam sine i martwe ciało Ryan’a. Na samą myśli znów łzy zbierały mi się w oczach. Jeszcze trochę, a popadnę w depresję. Wzięłam głęboki wdech by się trochę uspokoić i wstałam z łóżka. Z garderoby wzięłam ubrania na dziś i udałam się do łazienki by wykonać wszystkie potrzebne czynności. Po odprężającej i długiej kąpieli zeszłam na dół, a tam zastałam Dorothy, która siedziała z moim bratem i okazywali sobie czułości. Wywróciłam oczami i udałam się do kuchni.
- Jak się czujesz? – Usłyszałam chłopaka. Stanął w kuchni i spojrzał na mnie z troską. Uśmiechnęłam się blado i wzięłam szklankę do której nalałam wody.
- Bywało lepiej. – Westchnęłam i wzięłam łyk.
- Będzie dobrze. Czas leczy rany. – Powiedział na otuchę. Wrócił do salonu do blodzi, która tam na niego czekała. Nie mam mu tego za złe. Przecież musi wyciągnąć coś od tej jędzy . Tylko, że ona jest strasznie uparta i to jest strasznie trudne. Pewnie ona też stara się coś wyciągnąć o mnie czy o którymś członku naszej paczki. Nie zdziwiłabym się gdyby tak było. Dopiłam ciecz i byłam już na schodach, ale wróciłam ponieważ zadzwonił dzwonek do drzwi. Zbiegłam po nich i otworzyłam drzwi. Na zewnątrz czekała Emily.
- Hey. – Przytuliła mnie do siebie.
- Cześć. – Odwzajemniłam uścisk i weszłyśmy do środka. Od razu blondynki obdarowały siebie nawzajem chłodnym spojrzeniem. Poszłyśmy do mojego pokoju i zaczęłyśmy rozmawiać o mniej ważnych rzeczach by choć na chwilę zapomnieć o tragedii.

Nie rozmawiałam z Justin’em o tygodnia. Nie się pozbierać. Chris mówi, że w ogóle nie wychodzi z pokoju i nie jadł od dłuższego czasu. Próbowałam do niego iść, ale kiedy tylko pukałam do drzwi w jego pokoju mówił, że nie ma ochoty na rozmowę. Było mi wtedy bardzo przykro. Jego rodzice są bezradni w tej sprawie. Pewnie myśli, że to moja wina co spotało Ryan’a. To pewne, przecież to ja chciałam odwiedzić moich rodziców. O nie!! Co ja narobiłam?
__________________________________________________________
Obieciałam, że dziś dodam, więc dodaję. Co się dzieje z tym Justinem? Jak myślicie powróci do normalnego życia? Dowiecie się tego niebawem. Dziękuję za miłe komentarze pod rozdziałem i pozdrawiam serdecznie ;** <3

25.10.2013 o godz. 18:24
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Chłopaki coś długo nie wracali, a ja z Emily zaczęłyśmy się strasznie denerwować. Dosłownie nie wiedziałyśmy co ze sobą zrobić. Blondynka siedziała na pniu wpatrzona w jeden punkt, a ja łaziłam w kółko.
- Może coś się stało i potrzebują pomocy? – Odezwałam się jako pierwsza przerywając tym grobową ciszę, która panowała między nami.
- Nawet tak nie myśl! – Wstała z miejsca. – Może obudzimy Twoich rodziców? – Zaproponowała dziewczyna. Pokiwałam twierdząco głową. Myślę, że to dobry pomysł. Otworzyłyśmy namiot i zaczęłyśmy ich budzić.
- Mamo!! Tato!! Musicie nam pomóc!.
- Dzieci idźcie do swojego namiotu. – Rozkazał tatko.
- Chłopaki poszli szukać Ryan’a i jeszcze ich nie ma. – Moje emocje dały siwe znaki i załkałam.
- Kochanie, jestem pewna, że za chwilę wrócą. – Pocieszyła mnie moja rodzicielka.
- Mamo, ale oni nie wracają od dobrej godziny. – Wytłumaczyłam. – Nie chcę żeby im się coś stało. Tato, Ty znasz doskonale te tereny, mógłbyś z nami ich poszukać? – Zapytałam ze łzami w oczach.
- Ależ skarbie oczywiście, że tak. Założył na siebie kurtkę i wyszedł z namiotu mówiąc coś jeszcze mamie aby się nie martwiła.
- Wy tu zostańcie, a ja pójdę ich poszukać. – Oznajmił i już po chwili nie było po nim śladu.

Czas dłużył się niemiłosiernie, a minęło dopiero 10 minut. Usłyszeliśmy jak coś wychodzi z za krzaków. Chwilę później ujrzałyśmy sylwetkę Rick’a.
- Co się stało dziewczynki? Nie śpicie już?- Zapytał.
- Nie, nie śpimy. – Odpowiedziałam chamsko. Był jak wrzód na dupie.
- Już nie długo nie będziesz musiała przejmować się tymi krwiopijcami. Już nie długo ich dni zostaną policzone. – Zaśmiał się złośliwie.
- C-co masz na myśli? – Wyjąknęłam. On chce zrobić coś moim przyjaciołom? Nie! Nie pozwolę na to.
- Oj. Nie mów, że przejmujesz się ich losem. – Okrążył mnie i szepnął do ucha. – Jednego już załatwiłem z resztą też sobie poradzę. Musisz się nauczyć, że ze mną się nie zadziera. – Zaśmiał się szyderczo.
- Co im?
- Susan!!!! – Usłyszałam z oddali głos ojca. Odepchnęłam Rica i wraz z Emily pobiegłam w stronę jego głosu. Po chwili zauważyłam jak Justin niesie na rękach Ryan’a, a reszta idzie obok niego. – Zadzwoń po karetkę!! – Już nie krzyczał ale i tak donos jego głosu był za głośny.
- Nie. –Powiedział Chris.
- Pan nie ma o nas zielonego pojęcia. Nie jesteśmy tym za kogo się podajemy. – Spojrzałam z niedowierzeniem na Alan’a, który chyba chciał powiedzieć mojemu ojcu całą prawdę. – Powiemy Panu wszystko tylko prosimy o dyskrecję i będzie wyrozumiały. – Skinął głową i ruszyliśmy w stronę obozowiska.
- Co się stało z Ryan’em? – Zapytałam cała zalana łzami. Leżał i się nie ruszał. Wszyscy usiedli przy ognisku.
- Sus, on nie żyje. – Załkał Chris. Zapłakałam jeszcze bardziej. Nie mogłam w to uwierzyć.
- Jak to się stało?
- Pierw wytłumaczymy Twojemu ojcu co się dzieję w jego otoczeniu, a później odpowiemy na to pytanie. A, więc proszę Pana. Na ziemi istnieją różne mityczne stworzenia. Chodzi mi o wilkołaki, anioły, wampiry i różne takie.
- Wy sobie chyba ze mnie jaja robicie co nie?
- Otóż nie. Jesteśmy wampirami, ale nie musi się Pan nas bać. Nie zabijamy ludzi ja robi to jedna z wampirzych rodzin i ich słudzy. Wiem, że może dla Pana to wielki szok, ale taka jest prawda. – Justin potarł dłonią o dłoń i spojrzał mu w oczy. – Kocham Pana córkę z całego serca i jest z nami bezpieczna. Wiem, że Pan się tego obawia bo potrafię czytac w myślach.

Justin’s POV

- On naprawdę czyta mi w myślach? – Zapytał się w myślach Ben.
- Naprawdę. – Zaśmiałem się.
- Dobry jest. – I znów to samo.
- Ben, nie wierz i ich gierki. To potwory, które zabijają z zimną krwią. Takie coś trzeba wytępiać. – Warknął Rick.
- Zamknij mordę! – Splunął mu pod nogi Alan. Wszyscy popatrzeli na niego ze zdziwieniem.
- No co? Wkurza mnie ten kapeć.
- Naprawdę nie zrobisz krzywdy mojej córce. – Simons spojrzał na swoją córkę, która wciąż była w szoku i trzęsła się ze strachu.
- Przyrzekam. Nie mógłbym skrzywdzić kogoś kogo kocham. Jest dla mnie jedną z najważniejszych osób w życiu. Nie wiem co bym zrobił gdyby stało jej się coś złego, ale wiem jedno. Nie mógłbym żyć bez niej. Wszystko nie miało by sensu. Jest dla mnie jak powietrze, którym się oddycha by nie umrzeć. Bez niej ja zginę tak jak człowiek bez tlenu.
- Jejku. Wierzę Ci. Jestem pewien, że jesteś idealnym partnerem dla mojego kochanego kwiatuszka.
- Cieszę się, że mamy to już za sobą. – Wypuściłem głośno powietrze z ust.
- No to teraz niech ktoś mi powie co się do cholery dzieje!! – Krzyknęła Susan. ‘
- Rick zabił Ryan’a.
- Co?
____________________________________________________________

Chciałabym was przeprosić za to, ze tak późno i za to, że będzie w dwuch częściach. Muszę poprawić oceny i prawie cały czas z czegoś sie uczę. Jest źle. Drugo części pojawi się w piątek wieczorem i to jest na 10000%. Kocham was no to do piąteczku <3

http://www.youtube.com/watch?v=0pXJfUsN7LE
Jest moc!!!

22.10.2013 o godz. 20:18
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Justin’s POV

Kiedy tylko zobaczyłem jego paskudną gębę krew zatężała mi w żyłach. Wiem co chce zrobić, ale aby nie popsuć Susan jeszcze bardziej wyjazdu będę milczał jak grób. Po ustaleniu kto z kim siedzi i w jakim samochodzie wsiedliśmy do nich. Ja, Susan i Alan niestety nam trafił się samochód Rick’a. Zatrzasnęliśmy za sobą drzwi i nie trzeba było czekać aby frajer się odezwał.
- Wiem kim jesteście i nie podoba mi się to, że uczepiliście się tej rodziny, a jeszcze szczególnie Ty, Justin i Ty, Alan’ie. – Spojrzeliśmy na siebie z chłopakiem i uśmiechnęliśmy się zwycięsko. Tom bitwę mamy już wygraną. – Z wami będzie trudno mi się rozprawić, ale za to z pozostałymi pójdzie jak bułeczka z masełkiem. – Nie był odwrócony do nas twarzami, ale mógłbym przysiąc, że się uśmiecha.
- Jeśli tkniesz ich choćby jednym palcem nie będę miał żadnego powody by się powstrzymać od zabicia Ciebie. – Oznajmiłem. Każde moje słowo było przesiąknięte jadem.
- A Twoje flaczki powiesimy sobie nad kominkiem. – Dopowiedział Alan.
- Niedoczekanie. – Syknął. Włożył kluczyk do stacyjki i przekręci go, a dziwięk uruchomionego silnika rozbrzmiał w naszych uszach.
- Jak na nudnego bankowca, siedzącego za biurkiem masz niezły wóz. – Odezwał się Alan.
- Dziękuję, nietoperzyku. – Corsen wywrócił oczami. – A Ty jak na osobnika ponad wiekowego nieźle się ubierasz.
- Na serio tak uważasz?
- Nie, ale chciałem uśpić Twoją czujność.
- I tak Cię kocham. – Zrobił dziubek i przesłał Rick’owi całusa w powietrzu.
To będzie długa i męcząco droga.

Gdy dotarliśmy na miejsce rodzice Susan z resztą już na nas czekali.
- Mamy trzy namioty dwuosobowe i jeden trzyosobowy, więc: Justin i Chris razem, Emily i Susan razem, Rick, Alan i Ryan razem, a ostatni jest nasz.
- Czemu nie mogę być z Justin’em? – Głos zabrała Sus.
- Ponieważ tak ma być i koniec kropka. Nie chcesz być z Emily?
- Oczywiście, że chcę, ale jestem tylko ciekawa dlaczego? – Uśmiechnęła się zwycięsko.
- Oj daj już spokój. Będziesz z Emily. – Dziewczyna skinęła głową i zabraliśmy się za rozkładanie namiotów. Nasz panie miały z tym małe problemy, więc musieliśmy im z lekka pomóc. Z jakiego lekka? Sami musieliśmy składać za nie te namioty. One sobie tylko siedziały i podziwiały jak my czyli: niezwykle przystojni mężczyźni idealnie rozkładają im namiot.
- Oj co my bez was byśmy zrobiły? – Sus podeszła do mnie i obdarowała mnie całusem w usta.
- Oj nie wiem. – Zaśmiałem się.
- Dzieciaki idźcie rozejrzeć się po okolicy, a my w tym czasie rozpalimy ognisko. – Skinęliśmy głową. Złapałem małą dłoń Sus w moją i lekko ją ścisnąłem.
Jezioro w tej porze roku wyglądało magicznie. Niezbyt wysoka warstwa śniegu okrywała już nie widoczną, zieloną trawę. Drzewa pokryte białym puchem dodawały tu magicznego akcentu. Woda była zupełnie zamarznięta.
- Jak tu pięknie. – Usłyszałem głos Emily. Znam dziewczynę już od dłuższego okresu czasu i od zawsze takie miejsca zachwycały ją.
- Bardzo. – Przytaknęła jej Sus. – Szkoda, że nie ma z nami Nathan’a. Zawsze razem świetnie się bawiliśmy. Kiedy byliśmy mali przyjeżdżaliśmy tu z rodzicami odpoczywał od zgiełku miasta. Wtedy jeszcze nie byli tak pochłonięci pracą jak teraz. – Odwróciła się by spojrzeć na swoich rodziców. Musiało jej być z tym źle. Objąłem ją ramieniem i wtedy wtuliła się w moją klatkę piersiową.
- Ty chociaż miałaś rodziców, ja i Chris wychowywaliśmy się w domu dziecka. Nigdy nie poznałem swoich rodziców. Kiedy byłem mały moim marzeniem było spotkanie ich i chociażby zamienienie z nimi choć jednego słówka. Teraz. Nie chcę mieć z nimi zupełnie nic wspólnego. Kiedy poznałem Justina moje życie zmieniło się o 180 stopni. Zyskałem przyjaciela i rodzinę, której nigdy nie miałem. Po przemianie odnalazłem ich. Mieszkali w Oklahomie z moją młodszą siostrą. Nie chcieli mieć syna, więc go oddali. Dwa tata temu zginęli w wypadku samochodowym. Moja siostra ma teraz 93 lata. Nigdy mnie nie poznała, może to i lepiej? Przecież obwiniała by rodziców o to co się stało, a przecież ona była dla nich oczkiem w głowie. Traktowali ją jakby była zrobiona ze złota. – Westchnął Ryan. Gdy mówił o swojej rodzinie kilka łez spłynęło po jego policzkach. Susan odsunęła się od niego i przytuliła. Wiedziała, że teraz właśnie tego potrzebuje.
- Przykro mi z tego jak rodzice Cię potraktowali. Nie zasłużyłeś na to. Jesteś wspaniałym chłopakiem, który jak każdy potrzebuje miłości.
- Dziękuję. Chłopak odsunął się lekko od niej i posłał jej szczery uśmiech.
- Dzieci wszystko dobrze? Rozpaliliśmy ognisko i zaraz będą ciepłe kiełbaski. Ryan Ty płaczesz? – Zapytała Pani Elizabeth.
- Pokręcił przecząco głową i uśmiechnął się lekko. – Jest wszystko okay. – Skinęła głową i oddaliła się w stronę obozowiska.
- No to chodźmy bo umieram z głodu. – Potarła ręką o rękę Sus. – Wszyscy przytaknęli i ruszyliśmy za rodzicielką brunetki.

Ryan’s POV

Poczułem się o wiele lepiej wyżalając się wszystkim z tego co czuję. Rzeczywiście lepiej jest się komuś wygadać. Zrzuciłem z siebie zbędny ciężar, który tylko przeszkadzał mi w życiu… ale zaraz… ja przecież nie żyje. – Zaśmiałem się sam do siemię. Nikt mnie nie widział ponieważ wybrałem się na nocny spacer. Często tak robiłem kiedy miałem gorszy dzień. Wtedy chłopaki mieli zakaz czytania mi w myślach. Oni uszanowali moją prośbę i trzymali się zasad. Byłem oddalony o ponad dwa kilometry od obozu. Muszę przyznać, że tutejszy las jest inny niż w Beaver. Ten jest taki…zwykły. Wszystkie drzewa są takie samy. Niczym nie równią się od stojących obok nich. Usłyszałem łamiącą się gałąź i zobaczyłem ciemną postać wyłaniającą się zza drzew. Był to Rick. Zapowiada się nie za ciekawie.

Chris’s POV

Justin, Rick gdzieś zniknął. Co jeśli poszedł za Ryan’em? – Zapytałem z przerażeniem przyjaciela. Jest dla mnie w życiu ważny i jest jego częścią. Nie chciałbym żeby mu się coś stało. Nie wiem co bym wtedy zrobił.
- Uspokój się! Nic mu nie będzie, rozumiesz? – Potrząsnął mną szatyn.
- Justin, może jednak pójdźcie sprawdzić czy wszystko z nim okay. Ja też się martwię. – Złapała go za ramie Susan.
- Godźcie. – Ja, Alan i Justin ruszyliśmy w drogę zostawiając dziewczyny na obozowisku wraz z jej rodzicami, którzy już spali.
- Ten las jest wielki, jak my go mamy znaleźć na tak wielkiej przestrzeni? – Odezwał się Corsen.
- Nie zapominaj, że nie jesteśmy ludźmi tylko magicznymi stworzeniami. Przeczeszemy ten las w 10 minut. – Warknąłem na chłopaka.
- Spokojnie Beadles’ik.
- Dobra chłopaki. Nie wywołujcie zupełnie nie potrzebnych kłótni. Przynajmniej nie teraz.
- Przytaknęliśmy i ruszyliśmy w dalszą drogę.

- To zupełnie nie ma sensu. Musimy się rozdzielić. Ja pójdę na północ, Alan, ty na wschód, a ty Chris na zachód. W ten sposób szybciej go znajdziemy i wrócimy bo zaraz zacznie padać. – Oznajmił Bieber. Zgadzam się z jego decyzją w 100%. Obyśmy go znaleźli.

Justin’s POV

Każdy ruszył w swoją stronę. Postanowiłem złamać zasadę i posłuchać choć przez chwilę jego myśli. Wtedy szybciej odnajdę go. Niestety nic nie usłyszałem. To jest niemożliwe. Przecież poszedł aby pomyśleć, on nie może nie myśleć. To dziwne. Na pewno coś jest nie tak. Coś się stało. Rozpędziłem się do wampirzego tempa i pobiegłem w głąb lasu. Przez cały czas byłem w kontakcie z pozostałymi chłopakami. Po 3 minutach znalazłem jakąś postać, która leżała w śniegu. To Ryan. Wszędzie było pełno krwi. Po sekundzie byłem już obok niego. Miał ranę w lewej piersi. Wyciągnąłem z niej drewniany pocisk i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z tego co tu się działo. Ktoś zadał Ryan’owi śmiertelny strzał. Ryan nie żyje, a ja wiem kto to zrobił i mogę wam obiecać, że nie wywinie się od poniesienia za to kary, która go czeka. Rick, dopadnę cię!!.
_______________________________________________________
Witam wszystkich. Przepraszam, że taki krótki, ale wracam po dość długiej przerwie. Przez ten czas w ogóle nie pisała i na nowo musze się do tego przyzwyczajać. Wracam by zastąpić moje myśli rozdziałami. Będzie to trudne, ale myślę, że dam radę. Mój umysł obecnie zajmuje się rozpamiętywaniem chwil wspólnie spędzonych z moim już byłym chłopakiem, który zerwał ze mną ponieważ "musi odpocząć". Rozstanie trudno zniosłam. Szczerze, to jeszcze do końca się po tym nie pozbierałam i długo jeszcze mi to zajmie. Trzymajcie za mnie kciuki aby mi się udało. Na początku rozdziały nie będą pojawiały się zbyt często, ale myślę, że z czasem wrócę do pisania w takim tempie w jakim pisałam na początku tego opowiadania. Byłabym wam wdzięczna jakbyście zostawili po sobie komentarz to będzie taką motywacją dla mnie na nowe rozdziały. Dziękuję tym co byli i zostali nie zważając na długą przerwę. Przepraszam was za wszystko <33

22.09.2013 o godz. 19:18
ZAWIESZAM !!!!
Tagi: Info.
10.08.2013 o godz. 15:45
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


- Co jest? – Wyszeptałam do jego ucha.
- Ten facet jest największym łowcą wampirów w Ameryce Północnej. – Jest nie dobrze. Jeśli taki sobie łowca zabija wampiry to czyli on będzie chciał zabić moich przyjaciół i chłopaka? Nie, nie mogę do tego dopuścić. Justin’a na pewno nie zabije, no ale co z resztą? Nie chcę ich stracić. Wraz z Jus’em obmyślimy jakiś cudowny plan jak na filmach i wszystko będzie dobrze. Bo będzie co nie? Musi być!
- To jest moja ukochana córeczka Susan. – Ojciec wskazał na mnie. – A to jej chłopak Justin. – Wskazał na szatyna.
- Witajcie. – Uśmiechnął się sztucznie.
- Zapraszam do jadalni. – Odezwała się moja matka przerywając tym ciszę miedzy nami. Wszyscy udali się w wyznaczone przez nią miejsce i zajęliśmy swoje miejsca. Usiadłam pomiędzy Justin’em i moim ojcem. Naprzeciwko nas siedział Pan Rick (Kevin Durand) z małżonką (Kate Hudson).
- A więc Justin, czym się zajmujesz? – Zapytał nasz gość biorąc do ręki widelec.
- Uczę się. Często gram na różnych instrumentach np. gitarze, perkusji czy fortepianie i czasami lubię sobie pośpiewać. – Odpowiedział pewnie. Położył swoją rękę na mojej tak aby nikt nie zauważył i ścisnął ją lekko. Posłałam mu dumny uśmiech. Myślę, że jakoś przebrniemy przez tą kolację.
- A można wiedzieć czym się Pan zajmuje? – Zapytał Alan. Mężczyzna spojrzał na niego.
- Jestem zastępcą Bob’a. – Uśmiechnął się zwycięsko. Nie wiem co tą odpowiedzą. Ten koleś jest jakiś dziwny. – Nie jecie chłopcy? – Zapytał unosząc jedną brew ku górze. No to teraz padli. Chłopaki skinęli do siebie i nabrali trochę sałatki na widelce. Czy oni na pewno to zrobią? Spojrzałam na Justin’a, który posłał mi szarmancki uśmiech i włożył swoją porcję do ust.
- Mmm. To jest pyszne, Pani Elizabeth. – Wpakował kolejną porcję do swojej jamy ustnej. Patrzyłam na nich z niedowierzeniem. Przecież oni nie jedzą ludzkiego jedzenia.
- Bardzo się cieszę, że wam smakuję.
- Kiedy będzie danie główne? – Wyszczerzył się Chris. Zachichotałam.



Kolacja minęła genialnie. Chłopaki nie dali niczego po sobie poznać co mnie bardzo cieszy. Mam nadzieję, że Pan Rick uwierzył, że oni są zwykłymi ludźmi. Opadłam bezwładnie na łóżko i westchnęłam głośno. Zaraz obok mnie pojawił się nie kto inny jak Bieber.
- Smakował wam obiad? –Spojrzałam na niego z uniesioną brwią. Ten się zaśmiał i przyciągnął mnie do siebie bliżej. Owinął ręce wokół mojej tali.
- Nie czuliśmy wtedy smaku, więc nie mogę ocenić czy mi smakował czy nie. Kiedy nie było nas w domu pobiegliśmy do Beaver i wzięliśmy od Devdas’a miksturę, która pomogła nam.
- Taki kawał drogi przebiegliście?
- Nie odczuwamy zmęczenia i jesteśmy bardzo szybcy, więc w ten sposób dotarliśmy tam o wiele szybciej niż gdybyśmy pojechali samochodem. – Wytłumaczył.
- Też tak chce. – Wyszeptałam.
- Masz to jak w banku. Przysunął swoją twarz bliżej mojej szyi i już po chwili poczułam jego oddech na niej. O Boże!! Czy on chce mnie ugryźć? Przełknęłam głośno ślinę, na co zachichotał i złożył na niej mokry pocałunek.
- Chyba nie myślałaś, że Cię ugryzę? – Zaśmiał się. – Nie mógłbym Ci tego zrobić jeśli nie chcesz.
- Nie to, że nie chcę. Po prosu się tego boję. Wydaje się być fajnie wampirem, ale nie potrafiłabym żyć w ten sposób. Byłoby to dla mnie zbyt komplikujące i na pewno minęło by wiele czasu abym przyzwyczaiła się do tego.
- Miałabyś na to wieczność. – Pocałował mój policzek.
- Przemienisz mnie kiedy będę gotowa.
- Poczekam, nie musisz się spieszyć. – Oznajmił uśmiechając się przy tym.
- Nawet kiedy będę stara i pomarszczona? – Uniosłam brew.
- Nawet wtedy. – Zaśmiał się głośno.
- Aww. Jesteś słodki. – Złączyłam nasze usta w pocałunku pełnym miłości i wyrażającym nawet najmniejsze panujące w nas emocje. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że mam przy sobie kogoś takiego jak Justin. Przy nim moje problemy przechodzą na drugi plan, a na pierwszym zostaje właśnie on. Justin.
- Kocham Cię. – Wyszeptał w moje usta, kiedy już się od siebie oderwaliśmy.
- Ja Ciebie, też. Ty mój kochany wampirku. – Złapałam go za policzki tak jak robią to zazwyczaj ciocie czy babcie.
- Przestań! – Zaśmiał się.
- A co jeśli nie?
- To czeka Cię kara. – Usiadł na mnie okrakiem i zaczął łaskotać mnie w boki. Wiłam się pod nim i krzyczałam aby przestał. Następnym razem lepiej od razu przestanę i uniknę kary.
- Co to za krzyki?!! – Do pokoju wparował Bob. Oj.
- Justin przestał na chwilę i spojrzał na mojego ojca. Wzruszył ramionami.
- Nie ładnie Chris i Emily!!! – Wrzasnął Biebs. Wraz z moim staruszkiem wybuchnęłam niepochamowanym śmiechem.
- Oj ta dzisiejsza młodzież. – Pokręcił głową i wyszedł z pomieszczenia zamykając je za sobą.
- 3…2…1 – Szatyn zaczął odliczać i momentalnie drzwi otworzyły się po raz drugi ukazując Emily i Chris’a.
- No pewnie, Bieber. Lepiej zrzuć swoje czyny na kogoś innego. – Odezwał się chłopak. – Przecież wiemy, że to Susan tak się wydzierała. Każdy to wie. – Spojrzał na mnie. – Tak o Tobie mówię Simons. – Prychnęłam.
- Oj przecież wiesz, że żartuję. – Zarechotał. – Słyszeliście, że podobnież jutro mamy iść z tym jak mu tam…
- Rick’iem. – Dokończyła za niego Emily.
- No właśnie z nim, dzięki kotku. – Cmoknął ją w policzek. – Mamy iść z nim na plażę i z jego żoną.
- Skąd to wiesz? – Zapytałam.
- Usłyszałem. – No to pięknie. Nie przypadł mi ten gostek do gustu i jeszcze musze iść z nim na plażę. Moja wściekłość jest nie do opisania. Miałam już się odezwać, ale uniemożliwił mi to mój ojciec wchodzący do pokoju.
- O, Cześć Emily i Chris’ie. – Po czym puścił oczko w stronę Justin’a, który jeszcze siedział na moim brzuchu. Szybko go z siebie zrzuciłam.
- Jutro wraz z Rickiem wybieramy się na plażę, więc musicie rano wstać. – Oznajmił Bob. – Zauważyłem, że polubiliście się z czego się bardzo cieszę. – Uśmiechnął się do nas. – Jest on moim najlepszym przyjacielem i będziemy teraz spędzać ze sobą bardzo dużą ilość czasu zważywszy na sytuacje, którą mamy w pracy, a mianowicie musimy wykonać pewnie projekt, więc też będzie częstym gościem w naszym domu. Pewnie się cieszycie.
- Pewnie!! – Krzyknęliśmy „zadowoleni”
- No to świetnie. – Wyszedł.
- Ugh!! – Wzięłam do rąk poduszkę i zaczęłam walić nią sobie po twarzy. Jus szybko mi ją zabrał. Spojrzałam na niego z pytającym wyrazem twarzy.
- Mogłaś zrobić sobie krzywdę. – Uśmiechnął się słodko. Wywróciłam oczami.
- Taa, bo ja chowam w niej noże. – Parsknęłam.
- Ostrożności nigdy za wiele. – Wyjaśnił i potknął palcem wskazującym mojego nosa.



Jest 5:00 nad ranem, a ja już na nogach. Czuję się jak w dzień przeprowadzki. Zasunęłam suwać w mojej torbie . Podobnież będziemy tam aż dwa dni i będziemy spać pod namiotami. Z jednej strony cieszę się, że jedziemy bo lubię biwaki , a z drugiej strony nie bo Rick. Nie mogę znieść wyrazu twarzy tego facia. Patrzy się tak na chłopaków jakby zjedli mu ostatnie ciasteczko, a przecież oni ich nie jedzą. Dupek.
- Skarbie daj torbę, zaniosę ją do samochodu. – Do pokoju wparował Jus. Wskazałam na walizkę, którą zaraz wziął i przy okazji cmoknął mnie w usta. – Nie mogłem się powstrzymać. – Wyszczerzył się. Wywróciłam oczami i razem opuściliśmy pomieszczenie. Na dole zauważyłam resztę, więc podeszłam do nich i chłopaków przywitała przytulasem, a Emily buziakiem w policzek tak samo moich rodziców. Wszyscy trzymali w dłoniach swoje walizki. Wyszliśmy przed dom, a tam czekał na nas już uśmiechnięty Rick. Zabierzcie mnie stąd.
________________________________________________________
Przepraszam, że taki krótki, ale jakoś tak wyszło. Jestem pewna, że następny będzie dłuższy i mogę wam to obiecać. Nie wiem kiedy się pojawi, ale postaram się napisać jak najprędzej ;)) Cieszę się, że mam dla kogo pisać. Kiedy widzę te wszystkie pozytywne komentarze od razu na twarzy pojawia mi się uśmiech. Dziękuję <33 Kocham Was i pozdrawiam ;** Do następnego ;]

03.08.2013 o godz. 21:06
50.000 Odsłonięć bloga O.O Dziękuję Wam kochani <333 Jestem mega szczęśliwa. Kocham Was i serdecznie pozdrawiam <33

Tagi: Info.
02.08.2013 o godz. 23:02
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


- To mieszkają tu jakieś? – Zapytała zdziwiona.
- Pewnie. Znasz może niejakiego Brandon’a Wellter’a czy Marshall’a?
- Pewnie. Chodziłam z nimi do klasy. Są fajni, ale nie utrzymują kontaktów z uczniami naszej szkoły. Są takimi jakby odludkami. Nie chodzą na różnego rodzaju zabawy i tak dalej. – Zaśmiałem się cicho.
- Oni nie są odludkami po prostu starają się jak najmniej utrzymywać kontaktów ze śmiertelnikami. Kiedy oni umrą później trudno jest się z tym pogodzić z tym co się stało.
- Rozumiem. To kiedy wychodzimy?
- Za 30 minut. – Oznajmił Alan i wyszedł. Podszedłem do Sus od tyłu i zaplotłem dłonie na jej tali.
- Denerwujesz się? – Wyszeptałem jej do ucha.
- Nie. – Odpowiedział pewnie i odwróciła się przodem do mnie. Splotłem nasze palce razem i cmoknąłem ją w usta.
- Kocham Cię. – Powiedziałem szczerząc się.
- Ja Ciebie też.

Susan’s POV

Szczerze? Boje się trochę tego spotkania. Co jeśli mnie nie zaakceptują? A co jeśli w najgorszym wypadku będą chcieli mnie zjeść. Myślę, że Justin na to nie pozwoli, ale gdyby jednak. Przebrałam się w ubranie, w którym mogłam pokazać się ludziom i wraz z wszystkimi opuściłam posiadłość rodziców.Dom Marshall’a i Brandon’a znajdował się na drugim końcu miasta, więc postanowiliśmy pojechać jednym z samochodów mojego ojca. Droga minęła nam spokojnie. Oczywiście nie obyłoby się bez komentarzy Alan’a. Mimo tego jaki był strasznie go lubiłam i śmiało mogłam nazwać przyjacielem. Kiedy pojazd zatrzymał się przed wielkim domem chłopaków, a może raczej willą wszyscy wysiedli z maszyny. Schowałam kluczyki do kieszeni torebki i już po chwili staliśmy przed drzwiami. Justin zapukał i po chwili otworzyły się ukazując tym samym uśmiechniętą postać Brandon'a(Ryan Sheckler). Brandon był brunetem o zielonych oczach. Był niezwykle przystojny, ale to nie to samo co Justin.
- Witajcie! Dawno was tu nie widziałem. Chyba z jakieś trzydzieści lat. – Zaśmiał się chłopak uchylając bardziej drzwi abyśmy mogli wejść do środka. Wszyscy przywitaliśmy się grzecznie i zaraz w salonie pojawił się Marshall(Ross Lynch). Marshall to natomiast blondyn o brązowych oczach jednak nie są one tak brązowe jak Justin’a.
- Susan? – Zapytał z niedowierzeniem. Uśmiechnęłam się ciepło. – Co Ty tu robisz? – Zapytał.
- Jest z nami. To moja dziewczyna. – Wyjaśnił Justin i przytulił mnie od tyłu i ucałował mój policzek.
- No, no, no, Justin. Nawet nie wiesz jakim jesteś szczęściarzem. Każdy w naszej szkole tylko marzy o tym aby Susan Simons zwróciła na nich uwagę, a Ty skradłeś jej serce. Gratulacje.
- Och już tak nie przesadzaj. – Zachichotałam.
- Ale przecież to prawda.
- Przestań!
- Ale ja chętnie o tym posłucham. – Wtrącił się Bieber.
- Tu nie ma o czym słuchać. – Odpowiedziałam i usiadłam na jednej z kanap udając obrażoną. Nie musiałam długo czekać aż mój chłopak znajdzie się obok mnie.
- Skarbie, przecież my tylko żartujemy. Nie możesz się obrażać o byle co. – Zgarnął moje włosy za ucho odsłaniając przy tym moją twarz, na której coraz trudniej było utrzymać poważny wyraz twarzy. – No już się tak nie fochaj, no. Przecież wiem, że udajesz. – Wszyscy zaśmiali się pod nosem. Kurde, ta jego umiejętność czytania w myślach jest denerwująca. Westchnęłam głośno. Nagle usłyszałam kogoś głos.
- O, widzę, że wasi goście przyprowadzili nam przekąskę. – Odwróciłam się w jej stronę. Była to dziewczyna(Claire Holt) o blond włosach.
- Nie Jane. To dziewczyna Justin’a i staraj się uszanować jego wybór. – Warknął Brandon.
- Ale kochanie. – Położyła jedną dłoń na jego klatce piersiowej. Sądząc po tym jak się zachowuje doszłam do wniosku, że musi być to jego dziewczyna. Jednak on nie jest zbytnio zadowolony z jej zachowania. W sumie to nikt by nie był.
- Jane, albo się ogarniesz, albo po prostu wyjdziesz z domu na czas ich pobytu. – Powiedział stanowczo chłopak. Dziewczyna jęknęła.
- No dobrze. – Spojrzała na Emily. – Anioła też przyprowadzili. – Parsknęła.
- Jane! – Upomniał ją, a ta wywróciła oczami. Nie znam tej laski, ale porządnie mnie wkurzyła. Chyba nie lubi ludzi i aniołów. Tez to zauważyliście?
- Przepraszam was za nią. – Odezwał się Brandon.
- Nie musisz. – Uśmiechnęłam się lekko co odwzajemnił.
- Suka!. – Wyszeptała blondynka, ale na tyle bym to usłyszała. Wszyscy spojrzeli raz na mnie, raz na Jane. Napięcie wisiało w powietrzu. Rzuciłam się na nią i upadłyśmy razem na ziemie. Poczułam czyjeś ręce oplatające moją tali. Justin.
- Zostaw mnie!! – Warknęłam wkurzona. Nikt nie będzie mnie wyzywał, a jeszcze bardziej jak mnie w ogóle nie zna.
- Nie!! – Posłałam dziewczynie mordercze spojrzenie i dopiero teraz zauważyłam, że trzymają ją bracia.
- Wgryzłabym Ci się w tętnice gdybym tylko mogła się ruszyć!!!
- Ale nie możesz, więc daj już spokój! – Zgasił ją blondyn. Moi znajomi przyglądali mi z zaciekawieniem i otwartymi buziami. Przestałam się rzucać i zrobiłam kilka głębszych wdechów i wydechów co spowodowało, że się uspokoiłam. Szatyn rozluźnił lekko dłonie, ale i tak nie mogłam wykonywać żadnych gwałtownych ruchów.
- Zaprowadzimy ją do pokoju i zaraz wrócimy. – Zakomunikował Brandon. Było mu trochę głupio z powodu zachowania Jane widziałam to w jego oczach. Były smutne i zawiedzione. Przytaknęliśmy i rozgościliśmy się trochę. Dopiero teraz mogłam dokładnie przyjrzeć się całemu wystrojowi pokoju. Wszystko doskonale ze sobą współgrało i posiadało kolor biały z brzoskwinią. Po chwili dosiedli się do nas domownicy.
- Jeszcze raz przepraszam za nią. Zupełnie nie wiem co w nią wstąpiło. Zawsze była miła i przyjazna. – Pokręcił zrezygnowany głową brunet.
- Nie musisz przepraszać. – Zapewniłam go.

Miło spędziliśmy cały dzień w towarzystwie dwóch wampirów. Są bardzo pozytywnie nastawieni do ludzi. Mimo tego występku z początku spotkania spokojnie mogę dodać ten dzień na listę moich ulubionych. Oczywiście najpierw sobie zrobię taka listę. Z chłopakami umówiliśmy się też na jutro, więc na pewno nie będziemy się nudzić. Gdy wróciliśmy do domu było już niesamowicie ciemno. Nie miałam ochoty już na nim, więc wzięłam szybką kąpiel i położyłam się spać.

10 days later

Już za 4 dni wracamy do Beaver. Moja rodzina bardzo polubiła moich przyjaciół i jestem pewna, że będziemy tu częściej przyjeżdżać. Chyba. Przynajmniej będziemy się starać przyjeżdżać częściej. Dziś na kolację przychodzi do nas rodzina jakiegoś kolegi z pracy ojca. Wszyscy musimy być odświętnie ubrani ponieważ to podobno jest jakaś wielka szycha. Mama od rana chodzi zabiegana ponieważ musi wyglądać wszystko perfekcyjnie. Podsunęłam jej pomysł z zamówieniem jedzenia przecież teraz coraz częściej się tak robi gdy nie ma się zbytnio na to czasu, ale ona od razu, że chce wypaść jak najlepiej i takie tam. Chłopaki poszli na polowanie, a ja zostałam sama z Emily.
- Jak Ci się układa z Chris’em? – Zagadnęłam.
- Jest cudownie. To naprawdę bardzo słodki i uczuciowy chłopak. Przy nim czuję, że jestem dla kogoś ważna. Przy nim nie muszę się niczego bać, wiem, że mnie obroni. Jest moim księciem na białym koniu. – Zachichotała blondynka.
- Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Już nie długo wrócimy do Beaver i znów będziemy skazani na Jared’a. – Westchnęłam. Na samą myśl o tym dupku nie mam ochoty wracać, ale tęsknię za bratem. Ostatnio rozmawiałam z nim dwa dni temu od tamtej pory nie odzywał się. Mam nadzieję, że wszystko z nim w porządku i w nic się nie zamieszał. Nathan to odpowiedzialny chłopak. Wątpię, żeby był do tego zdolny, więc nie mam się o co martwić.
- Spokojnie. Ostatnio Justin rozmawiał z Devdas’em i zapewnił, że potrzebują ostatniego składnika do mikstury, która ma zabić Brown’a.
- Jaki to składnik? – Zapytałam z ciekawością.
- To…
- Dziewczynki, mogłybyście mi pomóc? – Do pokoju wparowała moja matka. Serio? Teraz? W takim momencie? Kobieto ja tu chcę się dowiedzieć bardzo ważnej rzeczy, a Ty tak po prostu tu wchodzisz?
- Jasne. – Wyszczerzyłam się sztucznie. – Coś jeszcze? – Zapytałam chcąc aby jak najszybciej opuściła to pomieszczenie zwane również moim pokojem.
- No chodźcie bo nie zdążymy. – Poganiała nas.
- Kobieto masz jeszcze dobre dwie godziny!
- Oj nie marudź tylko już chodźcie. – Jęknęłam i wraz z moją przyjaciółką wyszłyśmy z pokoju. Posłałam mojej mamie mordercze spojrzenie, a ona na to:
- Taż Cię kocham. – Zeszłyśmy na dół gdzie pachniało przygotowywanym jedzeniem. – Rozłóżcie obrus i nakrycia, a ja zrobię resztę. – Wzięłyśmy się do pracy by mieć od razu z głowy i wrócić do naszego poprzedniego zajęcia. Kiedy już wszystko zrobiłyśmy poszłyśmy do mojej matki.
- Skończone! – Krzyknęłam zadowolona. – Czy teraz możemy się oddalić?
- Nie, pojedziecie mi jeszcze do sklepu i kupicie parę rzeczy. – Podała nam listę. Spojrzałam na nią i myślałam, że oczy to mi wyjdą z orbit.
- Parę rzeczy? – Spojrzałam na nią z niedowierzeniem.
- Oj już nie przesadzaj nie jest tego aż tak dużo. Jestem pewna, że razem dacie sobie radę i wrócicie tu lada moment.
- Dobra. To do jakiego sklepu mamy jechać?
- Do sklepu Pani Olivii.
- Ale to jest na drugim końcu miasta. – Jęknęłam.
- Ale tam też mają najlepsze pieczywo, więc nie grymaś i jedź już.

Kiedy wróciłyśmy do domu nie miałyśmy z Emily czasu na dokończenie naszej rozmowy ponieważ nie miałyśmy zbytnio na to czasu. Mama chyba zrobiła nam to na złość.
Nie chyba tylko na pewno. Weszłam do łazienki i odświeżyłam się. Ubrałam sukienkę, którą wcześniej sobie wybrałam, zrobiłam idealny makijaż i upięłam włosy w koka. Przejrzałam się w lustrze i stwierdziłam, że wyglądam nawet znośnie. Złapałam za klamkę od drzwi i weszłam do pokoju gdzie stał już wyszykowany Justin(Bez okularów). Jak zwykle wyglądał olśniewająco.
- Wow! – Tylko tyle zdołał z siebie wyrzucić kiedy mnie zobaczył.
- No właśnie wow. – Wskazałam na niego dłońmi i razem zaśmialiśmy się. Podszedł do mnie i ujął jedną z moich dłoni. Podniósł ją w górę i obkręcił mną wokół mojej osi.
- Wyglądasz zniewalająco. Odwrócił mnie tak, że moje plecy dotykały jego klatki piersiowej. Złapał mnie w tali i zaczął nosem sunąć po mojej szyi. Łaskotało. Zaśmiałam się cicho.
- Moja księżniczka. – Wyszeptał mi do ucha, a ja poczułam jak przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszczyk. Zachichotał. Odwróciłam się tak, że stałam do niego przodem.
- Mój książe. – Cmoknęłam jego nosek. Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Pierwsze co mi przyszło do głowy to, to że goście już są. Złapałam Jus’a za rękę i razem opuściliśmy mój pokój. Zeszliśmy po schodach na dół gdzie byli już wszyscy. Dało się zauważyć jak nasz gość patrzy na chłopaków z odrazą. Nie spodobało mi się to. Pierwsze wrażenie do bani.
Justin zatrzymał się i poczułam jak jego mięśnie się napinają.
- Co jest? – Wyszeptałam do jego ucha.
- Ten facet jest największym łowcą wampirów w Ameryce Północnej. – Jest nie dobrze.

30.07.2013 o godz. 20:33
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!!


Im byłam bliżej tym bardziej się denerwowałam. Stanęłam i z niedowierzeniem patrzyłam to co widziałam przed sobą. Justin i Samantha rozmawiali ze sobą. Zacisnęłam pięści i podeszłam do nich.
- Nie wyraziłam się jasno, że masz odczepić się od Justina? – Zapytałam marszcząc brwi.
- Widocznie nie za jasno bo jakoś nie posłuchałam. – Uśmiechnęła się cwaniacko.
- Susan chodźmy już do reszty. – Odezwał się Bieber. Chyba domyślił się, że między nami nie będzie zbyt ciekawie, ale ja nie chciałam odpuszczać, wtedy pomyślałaby, że jestem słaba.
- Nie, Justin. Niech ona sobie idzie, a my dokończymy naszą rozmowę. – Położyła dłonie na klatce piersiowej mojego mężczyzny. Nie no, teraz to przegięła. Spojrzałam na moją pięść, która była już zaciśnięta w pięści i wymierzyłam Sam w nos. Zachwiała się przez chwile, ale zaraz ten cwaniacki uśmiech powrócił na jej sztuczną twarz.
- Widzę, że nasza wredna suka powróciła. – Zaśmiała się głośno.
- Może i powróciła, ale tylko dla takiego gówna jak Ty. – Splunęłam i złapałam Justin’a za rękę, który był lekko zdezorientowany. Odwróciłam się aby jeszcze ostatni raz spojrzeć na Sam. Posłałam jej zwycięski uśmiech i zniknęliśmy wśród tańczących nastolatków.
- Nie jesteś na mnie zła? – Jus zrobił smutne oczka jak mały szczeniaczek. Wywróciłam oczami i zajęłam swoje poprzednie miejsce przy stole.
- Stary, co Ty jej zrobiłeś? – Zwrócił się do Justina patrząc na mnie.
- Sammy. – Wysyczałam.
- Byłeś z nią?!! – Wrzasnął na niego. – Czy Ciebie to już naprawdę powaliło?!!
- Przecież próbowałem ją spławić!! Nie moja wina, że przylepiła się do mnie jak jakaś rzepa!! – Bronił się. Spojrzałam na niego z niedowierzeniem. Przecież mój po prostu odejść i zostawić ją samą przy tym barze, a nie jeszcze prowadził z nią jakieś rozmowy, które pewnie wcale go nie interesowały.
- Susan, on mówi prawdę. Próbował ją jakoś spławić, ale ta zaczęła nim manipulować. – Wytłumaczył Alan. Alan potrafi powiedzieć czy ktoś w danej chwili mówi prawdę czy fałsz. Dlatego postanowiłam zdać się na niego i wybaczyć Justin’owi. Przytuliłam go i wyszeptałam:
- Proszę, następnym razem odejdź od niej i nie graj w jej głupie gierki. – Przytaknął i ucałował mój rozgrzany policzek.

Justin’s POV

Impreza trwa w najlepsze. Susan zlała się w trzy dupy. Jestem pewny, że o własnych nogach nie dotrze do domu.
- Skarbie, chodźmy już do domu. – Spojrzałem na nią, a ona zaraz wybuchnęła głośnym śmiechem.
- Gdzie Ci się tak śpieszy? – Wybełkotała. Ledwo zrozumiałem jej słowa, a przecież mam wyostrzony słuch.
- Jesteś pijana. Chodźmy już.
- Nie jestem pijana! – Krzyknęła. – Nie chcę jeszcze wracać. – Zrobiła smutną minę. Wywróciłem oczami i przerzuciłem ją sobie przez ramę, a ona zaraz zaczęła się rzucać.
- Ludzie on chce mnie zgwałcić. – Darła się. Z wampirzą szybkością opuściliśmy lokal i już po chwili byliśmy pod domem Państwa Simons. Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. Było pusto. Pewnie wszyscy już spali. W sumie to się nie dziwię skoro było grubo po 3:00 nad ranem. Wszyscy rozeszliśmy się do swoich pokoi, ale kiedy ja zmierzałem do Susan ta zaczęła się głośno śmiać. Bez zastanowienia zatkałem jej usta dłonią i skarciłem wzrokiem na co zachichotała. Wywróciłem oczami i popchnąłem drzwi jej pokoju. Weszliśmy do środka i zatrzasnąłem je za nami, Susan postawiłem na podłodze.
- Justin, chodźmy się kochać. – Wyszeptała i zaczęła jeździć rękoma po mojej klatce piersiowej co wywołało u mnie lekkie dreszcze.
- Nie Sus. Połóż się spać. – Powiedziałem stanowczo, ale cicho aby nie obudzić jej rodziców. Nie chce by mieli o mnie złego zdania, a gdyby zobaczyli dziewczynę w takim stanie na pewno nie byłoby ono pozytywne.
- Dlaczego?
- Bo jesteś pijana i za pewne jutro byś tego żałowała. – Wytłumaczyłem, ale ona nie dawała za wygraną.
- Obiecuję, że nie będę żałowała. Justin, no proszę. – Wpiła się w moje usta. Wiedziałem, że nie mogę do tego dopuścić. Nie mogę stracić kontroli bo wtedy zrobię jej krzywdę, a tego nie chcę.
- Nie. - Byłem stanowczy, ale nie za ostry.
- Jesteś potworem. !Nienawidzę Cię!! - Wykrzyczała. Wiedziałem, że nie mówi tego na serio, ale mimo to te słowa dotknęły mnie. Wiem, że jestem potworem, ale nie mogę nic z tym zrobić. Jest mi strasznie przykro, że osoba którą kocham nad życie wykrzyczała mi to prosto w twarz. Udałem, że puściłem to mimo uszu. Złapałem ją lekko za ramie i zaprowadziłem ja do łóżka. Położyła się na nim i okryła szczelnie kołdrą . Chwile później zasnęła. Po cichu wyszedłem z jej pokoju i znalazłem się na zewnątrz domu. Wraz z resztą chłopaków umówiliśmy się na polowanie.
- Jak się z tym czujesz? – Zapytał Chris, a ja spojrzałem na niego zupełnie nie czając o co chodzi.
- Wszystko słyszeliśmy. – Odezwał się Alan.
- Jest okey. – Skłamałem, nie chciałem aby wiedzieli, że przejąłem się jej słowami, które były wypowiedziane po pijaku.
- Nie przejmuj się, na pewno nie chciała tego powiedzieć. Upiła się i gadała brednie. – Wytłumaczył Ryan.
- Ryan ma rację. Pewnie jutro nawet nie będzie tego pamiętać. – Przytaknął Beadles. Mieli racje. Może nie powinienem się tak ty zadręczać. Skinąłem głową i razem wbiegliśmy do lasu.

Było już jakoś po 9:00 ja postanowiliśmy, że będziemy wracać. Kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami domu denerwowałem się. Nawet nie wiem dlaczego, ale się denerwowałem. Alan widząc, że nie mam zamiaru otworzyć drzwi zrobił to za mnie. Moim oczom ukazał się salon, a w nim byli wszyscy domownicy.
- Dzień dobry chłopcy, a wy gdzie tak wcześnie wyszliście? – Zapytała z ciekawością Pani Elizabeth.
- Na spacerze. Słyszałem, że to dobrze wpływa na samopoczucie. – Rzucił Chris. Co jaj co, ale zmyślać to on potrafi. Kobieta spojrzała na nas badawczo i zmarszczyła brwi. Wyszczerzyliśmy się na co dziewczyny zachichotały.
- Justin, możemy pogadać? – Odezwała się cicho Susan. Skinąłem głową i ruszyłem w stronę schodów prowadzących na górę. Wszedłem po nich i zaraz znalazłem się w pokoju dziewczyny.
- Chciałabym Cię przeprosić za wczoraj. – Wyszeptała mając łzy w oczach.
- Byłaś pijana. Wieżę, że nie chciałaś tego powiedzieć. – Uśmiechnąłem się lekko.
- Tak, nie chciałam i strasznie żałuję. Obiecuję, że już nigdy się nie napiję tylko proszę wybacz mi. – Załkała.
- No nie wiem to strasznie zabolało. – Chciałem się z nią jeszcze trochę podroczyć.
- Przepraszam, ja naprawdę nie chciałam.
- Och już dobrze. – Przytuliłem ją do siebie mocno. Odsunąłem się od niej lekko i otarłem kciukiem łzy, które spływały po jej zaróżowionym policzku. Nie lubiłem kiedy płacze. Wtedy czujem się źle widząc to.
- Dziękuję, że nie posłuchałeś mnie i wiesz…
- Wiem. Nie mógłbym Ci tego zrobić. – Wzruszyłem ramionami.
- Dziękuję. – Wyszeptała i pocałowała mnie lekko w usta. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie przedłużył pocałunku. Przejechałem językiem po jej gorącej, dolej wardze i zaraz otrzymałem dostęp do jej jamy ustnej. Wsunąłem go do środka i już po chwili nasze języki tworzyły zaciętą walkę o dominację. Uśmiechnąłem się przez pocałunek i nagle ktoś otworzy drzwi. Alan.
- Widzę, że nasze kochane gołąbeczki się pogodziły.
- Weź wyjdź! – Zaśmiałem się.
- Chciałem wam tylko powiedzieć, że idziemy odwiedzić naszych przyjaciół, którzy tu mieszkają. Idziecie z nami?
- Pewnie. – Dawno nie widziałem się z Brandon’em czy Marshall’em. Fajnie będzie zobaczyć ich po 30 latach. Może dla was to dużo, ale nam czas leci szybko.
- Jakich przyjaciół? – Zapytała moja dziewczyna.
- No kochanie poznasz nowych wampirów. – Zaśmiałem się.


19.07.2013 o godz. 13:08
Siemcia! Postanowiłam założyć jeszcze jednego bloga z opowiadanie o Jusie. W tym nowym Biebs będzie typowym badboyem, który gdzieś daleko w środku posiada w sobie uczucia. Zapraszam http://jason-mccann-love-story.blogspot.com/ Mam nadzieję, że wam się spodoba :))
Tagi: Info.
14.07.2013 o godz. 00:06
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Złapałam za klamkę i pchnęłam drzwi, które zaraz otworzyły się, a ja ujrzałam Megan. Gdy mnie tylko zobaczyła to od razu podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję. Z radością odwzajemniłam uścisk i cmoknęłam ją w policzek, a zaraz ona mnie.
- Tak strasznie tęskniłam. – Uśmiechnęła się lekko odsuwając ode mnie.
- Ja też. To jest Emily – moja najlepsza przyjaciółka z Beaver. – Wskazałam na blondynkę stojącą obok mnie. Megan spojrzała na dziewczynę i wyciągnęła do niej dłoń uśmiechając się przy tym przyjaźnie.
- Megan. – Zgarnęła kosmyk włosów za ucho.
- Emily. Odwzajemniła gesty i zaraz dołączyli do nas chłopaki.
- To jest Justin – mój chłopak, to Chris – chłopak Emily, to Ryan, a tam Alan. – Wskazałam na wszystkich kolejno i cmoknęłam Jus’a w usta.
- Miło mi was wszystkich poznać. – osłała wszystkim przyjazne uśmiechy i weszliśmy do salonu. Po schodach poczłapaliśmy na górę, a później już znaleźliśmy się w mojej sypialni. Ja, Justin i Megan usiedliśmy na łóżku, a reszta zajęła sofę i fotel. Kiedy jeszcze tu mieszkałam bardzo lubiłam siedzieć z Megan do późna i rozmawiać o swoich prywatnych sprawach. Zawsze mogłam jej wszystko powiedzieć, a ona mi. Wiem, że nigdy nie zdradziłaby tego co jej powiedziałam i nigdy tego nie zrobiła, za co jestem jej bardzo wdzięczna.
- No to opowiadaj co u Ciebie. – Zagadnęłam przerywając tym chwilę ciszy panującą między nami.
- Wiesz, znów jestem z Jason’em. Wiem, że drugi raz nie wchodzi się do tej samej wody, no ale co na to poradzę, że go kocham. – Jason to wysoki o niebieskich oczach brunet, jednocześnie rozgrywający drużyny futbolowej naszej szkoły. Jest nieziemsko przystojny i po uszy zakochany w Megan. Kiedyś byli razem, ale postanowili się rozstać w przyjaźni co jest wielkim wyczynem bo nie każda para tak potrafi. Zawsze kibicowałam ich związkowi, który jak każdy miał swoje wzloty i upadki. Cieszy mnie, że znów są razem bo naprawdę dopełniają siebie nawzajem.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. – Przytuliłam dziewczynę. – Szczęścia. – Każdy zaczął życzyć jej tego samego przytulając ją przy tym. Jestem strasznie szczęśliwa, że zaakceptowali ją.
- Jestem pewna, że teraz nam się uda, ale wiesz jaka jest Sammy. Pewnie będzie chciała wszystko między nami zniszczyć jak poprzednim razem. – Dziewczyna pokręciła głową z dezaprobatą. Pięć miesięcy temu Sam rozgadała plotkę, że Megan przespała się z Max’em. Oczywiście na początku Jason w to uwierzył, co spowodowało, że moja przyjaciółka chodziła zrozpaczona. Dziwie się dlaczego dziewczyna nie zakończyła kolegować się z Sam po tym co zrobiła. Ona ma coś w sobie co przyciąga do niej każdego i trudno jest się temu nie oprzeć.
- Właśnie wiem. – Powiedziałam z przekąsem.
- Już na pierwszy rzut oka wydaje się być wredna i pewnie o przyjaźni za wiele nie wie. – Do rozmowy włączył się Ryan. Na jego słowa przytaknęłyśmy. Mimo, że nie potrafi cztać w myślach osób śmiertelnych to doskonale radzi sobie z wykryciem charakteru.
- Moim zdaniem jej zachowanie wynika z tego, że nigdy nie była kochana i nigdy nie dowiedziała się jak to jest mieć przy sobie kogoś bliskiego. – Głos Chrisa rozbrzmiał w moich uszach. Miał rację. Nikt nigdy nie darzył Sammy wielkim uczuciem. Mówię tu o chłopaku lub przyjaciółce, a nie o jej rodzicach bo to wiadomo przecież, że ją kochają i to może nawet zbyt bardzo.
- To właśnie to. – Stwierdziłam. Rozmawialiśmy jeszcze do późna. Po godzinie 23:00 Megan stwierdziła, że będzie się zbierać. Oczywiście odprowadziliśmy ją do domu. Nie jest bezpiecznie spacerować wieczorami po uliczkach NY nawet kiedy to jest spokojna dzielnica z willami, a tak w ogóle przezorny zawsze ubezpieczony jak to mówi mój tatulek. Kiedy wróciliśmy z powrotem do domu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Ja z Jusem poszliśmy do mojego. Wzięłam piżamę i ruszyłam w stronę drzwi od łazienki.
- Mogę iść z Tobą? – Za sobą usłyszałam proszący głos Biebs’a. Odwróciłam się w jego stronę i posłałam mu jedne z moich morderczych spojrzeń.
- Okey, ja tylko żartowałem. – Podniósł ręce w geście obronny. Zachichotałam pod nosem i zniknęłam za drzwiami łazienki. Przekręciłam zamek i już po chwili mogłam rozkoszować się gorącą kąpielą w mojej wielkiej wannie, w której spokojnie mogłyby się zmieścić ze trzy osoby.

Wysuszyłam ostatnie kosmyki włosów i wyszłam z pomieszczenia, w którym zastałam Justina w samych bokserkach. Leżał sobie na łóżku i przeglądał coś w moim laptopie zupełnie nie zwracając na nic uwagi. Położyłam się na łóżku i przykryłam szczelnie kołdrą.
- Dobranoc kochanie. – Pocałował mnie w policzek i uśmiechnął się szeroko. Zjechał pocałunkami na usta. Oderwał się od nich i odłożył komputer gdzieś na bok. Znów zaczął mnie całować wchodząc przy tym pod kołdrę pod którą było już gorąco. Poczułam jego ręce na moich biodrach, a po chili znalazł się nade mną nie przerywając pocałunku, który z minuty na minutę stawał się coraz bardziej namiętny. Wślizgnął swoje zimne dłonie pod moją cieniutką koszulę nocną. Wiedziałam czego chce, ale nie byłam pewna czy jestem na to gotowa. Po chwili odsunął się ode mnie i położył obok.
- Wiem, że nie jesteś gotowa dlatego zaczekam. – Cmoknął mnie w policzek i przykrył kołdrą. – Kolorowych. – Uśmiechnęłam się na myśl, że nie naciska jak pewnie niektórzy chłopacy robią.
- Dziękuję. – Wyszeptałam i ucałowałam jako pocałowałam jego policzek. Wtuliłam się w tors chłopaka i czekałam aż Morfeusz zabierze mnie do swojej krainy.

Poczułam jak ktoś muska mój policzek, więc otworzyłam leniwie oczy. Uśmiechnęłam się na widok rozpromienionej twarzy mojego niesamowitego chłopaka. Przyłożyłam swoje usta do jego co spowodowało, że połączyły się w lekkim pocałunku. Może i nie był długi, ale pełen emocji i miłości, którymi obdarzaliśmy siebie dzień w dzień.
- Twoja mama zrobiła na śniadanie naleśniki. Musimy coś wykombinować z naszą porcją czyli moją i chłopaków. –Powiedział. Zupełnie o tym zapomniałam.
- Spokojnie, ja zjem. – Uśmiechnęłam się szczerze, a on spojrzał na mnie niedowierzając.
- Zjesz aż tyle zupełnie sama? – Zapytał unosząc brew ku górze.
- Nie. Emily mi pomoże. – Odpowiedziałam pewnie chociaż miałam co do teko wątpliwości. Blondynka jest chuda, więc pewni nie je zbyt wiele, więc będę musiała zmieścić je wszystkie w moim brzuchu.
- Wiesz, nie my… - Nie dane mu było skończyć bo do pokoju wtargnęła moja mama z wielkim talerzem przepełnionym naleśnikami.
- Dzień dobry gołąbeczki. Macie tutaj śniadanko. – Podała nam talerz i uśmiechnęła się pogodnie co zaraz odwzajemniliśmy. Wyszła z pomieszczenia i po chwili przyszła reszta gości ze swoimi talerzami.
- Co mamy z tym zrobić? – Zapytali równo chłopaki wskazując równocześnie każdy na swój talerz. Emily wgryzła się w jednego ze swoich naleśników i zaśmiała się. Usiadła obok mnie na łóżku.
- Tyle ile zmieszczę to zjem, a resztę się po prostu wyrzuci. – Oznajmiłam wzruszając ramionami. Wszyscy spojrzeli na mnie z niedowierzeniem, nawet blondynka.
- A Emily mi w tym pomoże. – Uśmiechnęłam się cwaniacko w stronę przyjaciółki. Głośno westchnęła i wzięła talerz od Chrisa.

Kiedy zostały nam dwa ostatnie naleśniki myślałam, że pęknę. Emily też nie wyglądała najlepiej. Byłam pewna, że chłopaki obstawiają czy zjemy wszystko.

Justin’s POV

- Daje 100$, że już więcej nie zjedzą. – Pomyślał Ryan.
- A ja wieżę w mojego skarbeńka, ale jeżeli nie da rady to dam każdemu po 1000$, a jeżeli to ja wygram to wy wtedy dacie mi po 500$. – Byłem w stu procentach pewny, że wygram to.
- Zgoda. – Usłyszałem myślach głosy wszystkich chłopaków. Dokładnie śledziliśmy każdy ruch dziewczyn. Dokończyły jednego naleśnika, a później zabrały się za zjedzenie dwóch ostatnich. Jestem już tak blisko wygranej. Po chwili dwa ostatnie zostały zjedzone.
- Przegraliście! – Wykrzyczałem i zacząłem biegać po całym pokoju. Musiało to komicznie wyglądać.
- Wiedziałam, że się zakładają. – Burknęła Susan i udała obrażoną. Podszedłem do niej i mocno przytuliłem.
- Ja stawiałem, że zjecie. To oni w was nie wierzyli. – Wskazałem na chłopaków stojących za mną. – Jesteś wielka bo dokonałaś czegoś niemożliwego. Jak moja drobna Susan zmieściła w sobie 20 naleśników? To jest prawie, że niemożliwe. – Zaśmiałem się.
- Kocham Cię. – Powiedziała i cmoknęła mój zimny policzek. Posłałem jej czuły uśmiech.
- Ja Ciebie też, skarbie. – To jakie plany na dziś? – Zapytałem siadając na łóżku obok mojego słoneczka.
- Może pójdziemy na jakąś imprezę? – Rzuciła Emily. – Nie byłam jeszcze w NY, a słyszałam, że w tym mieście są jedne z najlepszych.
- To świetny pomysł i tak to prawda, imprezy tu są genialne. – Przytaknęła Sus. No to mamy plany na wieczór. Nagle zadzwonił mój telefon. Sięgnąłem po niego i spojrzałem a ekran, na którym znajdował się zupełnie nieznany mi numer. Popatrzyłem na wszystkich i wzruszyłem ramionami. Odebrałem.
- Cześć Justin’ku. – Usłyszałem w słuchawce piskliwy głos Sammy. Wywróciłem oczami i przywitałem się od niechcenia:
- Cześć. Chciałaś coś?
- O! Zapomniałabym. – Zachichotała. – Wyszedłbyś dziś gdzieś ze mną? – Zapytała.
- Przepraszam, ale mam już plany na dziś. – Za co ja ją przepraszam? Justin Ty debilu mogłeś od razu ją spławić, a nie. Teraz będziesz się z nią męczył.
- No to może jutro?
- Cały pobyt w NY mam zaplanowany, więc się nie zobaczymy. Na razie. – Rozłączyłem się pośpiesznie nie czekając na odpowiedz dziewczyny. Westchnąłem głośno czując ulgę.
- Kto dzwonił? – Zapytała Susan.
- Sam. – Odpowiedziałem krótko z niesmakiem.
- Skąd ona ma twój numer? Dałeś jej? – Bardziej stwierdziła niż spytała. Jak ona może podejrzewać mnie o coś takiego. Nigdy nie posunął bym się do zrobienia takich rzeczy, jeszcze bardziej takich które, mogą ją zranić.
- Przyrzekam, że to nie ja. Nie wiem skąd ona ma mój numer, ale na pewno nie ode mnie.
- Mama. – Wysyczała przez zęby i wyszła z pokoju trzaskając drzwiami.

Susan’s POV

- Jak mogłaś?!!! – Stanęłam przed kobietą i poczułam jak w moich czach zbierają się łzy.
- Nie rozumiem, skarbie? Co mogłam? – Ach tak będziemy się bawić? Okey.
- Ty już dobrze wiesz co zrobiłaś, a teraz udajesz idiotkę.
- Wyrażaj się! Odzywasz się do własnej matki. – Upomniał mnie ojciec, którego dopiero teraz zauważyłam. Skinęłam głową w jego stronę.
- Uspokój się i powiedz co takiego zrobiłam, że drzesz się na mnie!!! – Wrzasnęła zdenerwowana kobieta.
- Jakim prawem podałaś numer Justina Sammy? – Zapytałam z jadem w głosie.
- Chciała to jej podałam. Widziałam, że wczoraj się polubili, więc nie widziałam przeszkód aby tego nie zrobić. To chyba dobrze, że Twój chłopak i Twoja przyjaciółka mają dobre relacje. Ja na Twoim miejscu cieszyłabym się z tego i podziękowała.
- Podziękowała? –Prychnęłam. – Nienawidzę Cię. – Wysyczałam i pobiegłam na górę. Zamknęłam się w łazience i zaczęłam cicho szlochać. Po chwili usłyszałam ciche stukanie w drzwi.
- Sus, kochanie. Otwórz proszę. – Podniosłam się z miejsca i otarłam mokre policzki. Otworzyłam drzwi i poczułam jak Justin otula mnie swoimi silnymi ramionami.
- Czemu płaczesz? Przecież nic wielkiego się niestało. Mam mój numer i co z teg? To jest nieważne, ważne jest to co czuję co Ciebie.
- Wiem, ale już od dziecka nie potrafiłam opanować swoich emocji i boję cię, że to powróciło.
- Spokojnie damy sobie radę. Musimy. – Ucałował moje czoło co wywołało na mojej twarzy szeroki uśmiech.

Kochanie, ja pójdę po coś do picia. – Oznajmił Justin podnosząc się z miejsca. Skinęłam głową i po chwili zniknął w śród tańczących, nawalonych nastolatków. Przemyślałam wszystko i postanowiłam wybaczyć mamie. Była z tego powodu bardzo szczęśliwa. Żadna matka nie chciałaby aby jego dziecko traktowało go w ten sposób jak ja ją.
- Ten klub jest zajebisty! – Wrzasnął Alan przekrzykując przy tym muzykę, która dudniła mi w uszach. Przytaknęłam i zaśmiałam się pod nosem. Minęło 10 minut, a Justin nie wraca. Mam co do tego złe przeczucia.
- Zaraz wracam. –Krzyknęłam do blondynki i podniosłam się z miejsca. Zaczęłam zmierzać w stronę baru. Im byłam bliżej tym bardziej się denerwowałam. Stanęłam i z niedowierzeniem patrzyłam to co widziałam przed sobą. Justin i Samantha rozmawiali ze sobą.

12.07.2013 o godz. 13:44
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


Po 10 minutach dało się usłyszeć dźwięk dzwonka do drzwi. Nie miałam zamiaru ruszać się z miejsca. Oni ją zaprosili to niech oni teraz ruszą swoje zacne dupy i pójdą otworzyć.
- Widzę, że nikomu nie chce się wstać. – Podniosła się z miejsca moja rodzicielka i ruszyła w stronę frontowych drzwi.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? – Do moich uszów dostał się ten drażniący głos. Tak drażniący, że wszyscy moi przyjaciele zatkali uszy by tylko go przytłumić.
- Mam nadzieję, że nie przeszkadzam? – Zaczęłam naśladować ją w głowie co rozbawiło szatyna i cmoknął mnie w policzek. Jestem pewna, że jak tylko tu będzie i zobaczy Justin’a to nie zawaha się aby zacząć go podrywać. Nawet wtedy kiedy ja będę w pobliżu. Jest wredną suką, a moja obecność jest dodatkowym bodźcem na zaczęcie swoich łowów. Kiedy jeszcze mieszkałam w NY zawsze odbijała mi chłopaków. Co ja na to poradzę, że zakochiwałam się w kretynach, którzy myślą tylko o zaliczeniu kogoś, a że ja im nie chciałam dać to sprytnie wykorzystywała to Sammy.
- Oczywiście, że nie. Wejdź. – Odpowiedziała jej moja matka. Za co ona ją tak lubi? Za to, że puszcza się? Czy może za to, że jej matka jest przyjaciółką mojej. Zdecydowanie stawiam na tę drugą opcję. Weszły do salonu i stanęły naprzeciwko nas. Sammy zaczęła spoglądać na wszystkich, ale gdy jej wzrok napotkał postać mojego chłopaka posłała mu zalotny uśmiech.

Justin’s POV

- Jejku! Jak Susan może być z takim ciachem jak on? Muszę go w sobie rozkochać. Przecież to nie może być trudne. Zawsze dostaję to co chcę i teraz też nie będzie z tym najmniejszego problemu. – Wyczytałem z myśli Sammy.
- Niedoczekanie. – Szepnąłem sam do siebie.
- Mówiłeś coś? – Zapytało moje kochanie.
- Nie. – Cmoknąłem ją w policzek i spojrzałem w stronę nieznajomej. Jej twarz zrobiła się lekko czerwona od złości. Wiedziałem, że tym czynem ostro ją zdenerwowałem, ale co mi tam? Przecież nikt nie zabroni mi całować mojej dziewczyny, którą z resztą bardzo mocno kocham. Na twarzy dziewczyny pojawił się wymuszony uśmiech i zaczęłam zmierzać w naszą stronę. Zatrzymała się tuż przed moimi nogami.
- Cześć, jestem Sammy. – Wyciągnęła rękę ku mnie. Przez chwilę zawahałem się czy w ogóle ją uścisnąć, ale nie chciałem zrobić złego pierwszego wrażenia na państwu Simons. Odwzajemniłem gest uśmiechając się lekko.
- Justin. – Odpowiedziałem z nutką obojętności i puściłem jej rękę. Boże dopomóż mi! – Pomyślałem, a moi znajomi cicho zachichotali. Żałujcie, że nie możecie przeczytać jej myśli. Muszę przyznać, że koloryzować to ona lubi.
- Wiem. Wszystko słyszałem. – Zaśmiał się Alan. – To prawda. Ta dziewczyna lubi nadawać kolory swojemu życiu poprzez plany, ale nasz Justin’ek jest mądry i nie pozwoli jej na zrealizowanie go. Czyż nie?
- Oczywiście, że nie. Prędzej oddałbym się w ręce Brown’ów niż był z nią. – Dziewczyna zaczęła przedstawiać się reszcie i zajęła miejsce obok mnie i Sus.
- To na ile przyjechaliście? – Zagadnęła. Serio? Tylko tyle udało Ci się wymyśleć aby mi zaimponować? Jesteś beznadziejna.
- Na całe ferie. – Odpowiedziała Emily.
- To świetnie! – Pisnęła jednocześnie klaszcząc w dłonie. Wraz z przyjaciółmi zatkaliśmy dłońmi uszy ponieważ ten dźwięk był nie do zniesienia. Jako wampiry mamy ostro wyostrzony słuch i takie piski są straszne.
- A przyszłaś tu boo…? – Odezwała się Susan.
- Spokojnie, kochanie. – Wyszeptałem do jej ucha po czym delikatnie przygryzłem jego płatek. Zadrżała. Jestem z siebie niezmiernie dumny, że taką błahą rzeczą mogę doprowadzić ją do takiego stanu. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie lekko i zwróciła się w stronę wroga.
- Odpowiesz na pytanie? – Zapytała całkiem spokojnie.
- Przecież dawno się nie widziałyśmy. Chyba mogę przyjść i przywitać się z moją przyjaciółką.
- No właśnie. Susan nie bądź nie miła. Sammy tylko przeszła się przywitać, a Ty na nią naskakujesz. Pragnę Ci przypomnieć, że to Twoja przyjaciółka. – Uświadomiła mnie moja mama.
- Nie. To wy sobie wmówiliście, że się z nią przyjaźnie, a tak naprawdę nienawidzę jej od samego początku. – Krzyknęłam wstając z kolan mojego chłopaka. – No powiedz im, że Ty myślisz dokładnie to samo! – Zwróciła się do Sammy nadal krzycząc.
- Zupełnie nie wiem o co Ci chodzi. Zawsze Cię lubiłam.
- Łżesz! Wiedziałam, że się nie przyznasz. Jesteś zwykłym tchórzem!
- Susan! Uspokój się! – Warknęła jej matka.
- A pocałujcie mnie wszyscy w dupę. – Rzuciła i wyszła z domu trzaskając drzwiami. Wszyscy spojrzeliśmy na siebie.

Susan’s POV

Co za lizus! Długo jeszcze będzie tak kłamać? Mam już jej po dziurki w nosie, a przed chwilą co ją zobaczyłam. Usiadłam na bujanej ławce i próbowałam się uspokoić. Kiedy już trochę ochłonęłam pojawiła się Emily.
- Już nie mogłam wytrzymać. Czyż ona nie jest słodka? – Zaczęła naśladować głos mojej mamy na co wybuchnęłam niepochamowanym śmiechem. Muszę przyznać, że nawet dobrze jej to wyszło. Usiadła obok mnie i objęła ramieniem.
- Ale im przygadałaś. Normalnie jestem z Ciebie dumna.
- Wesz, może nie powinnam się tak odzywać bo w końcu to moja matka, ale już nie mogłam tego wytrzymać. Całe życie tylko się podlizuję i we wszystkim musi być lepsza ode mnie. Kiedy ja chodziłam z najprzystojniejszym chłopakiem w szkole ona oczywiście musiała dać mu dupy. Po tym zerwałam z nim, a on poszedł do niej.
- Jaką trzeba być suką aby zrobić coś takiego swojej przyjaciółce. To jest nie do pomyślenia.
- Nie przyjaźniłyśmy się. Cały czas nasi rodzice nam to wmawiali ponieważ oni się przyjaźnili ze sobą. Zawsze rywalizowałyśmy o wszystko. Serio. Nawet o to, która jest bardziej chora. - Zaśmiałam się uświadamiając sobie jaką idiotką byłam.
- Wkurza mnie to, że próbuje uwieść Justin’a, a Twoja matka nic sobie z tego nie robi. Jedynie Twój ojciec i chłopaki posyłają jej zimne spojrzenia, ale to i tak za wiele nie pomaga. Lepiej idź tam i pilnuj jej. Ufam Justin’owi i wiem, że Cię nie skrzywdzi, ale jej nie ufam. Wszystko może zepsuć, a ja nie chcę tego.
- Masz rację, nie mogę dać jej za wygraną. – Wstałam z miejsca i ruszyłam w stronę domu, zaraz dołączyła do mnie przyjaciółka. Weszłyśmy do środka, a moim oczom od razu rzuciła się bliskość w jakiej byli. Zacisnęłam dłonie w pięści i zmarszczyłam brwi na dziewczynę. Biebs posłał mi proszące spojrzenie na co zachichotałam.
- Mamo chciałabym oprowadzić wszystkich po mieście. – Oznajmiłam.
- To świetny pomysł. Weźcie ze sobą Sammy. Trochę się zmieniło od Twojego przyjazdu. Pojawiło się nowe centrum handlowe. Kupcie sobie coś ładnego. – Puściła mi oczko i podała kartę kredytową ojca. Wzięłam ją bez wahania i machnęłam ręką informując, że wychodzimy. Kiedy znaleźliśmy się poza zasięgiem wzroku moich rodziców naskoczyłam na Sammy.
- Ty! – Wskazałam na nią palcem. – Grzecznie wrócisz do siebie do domu, a my. – Wskazałam na resztę. – Będziemy się świetnie bawić bez Ciebie. Zrozumiano? – Uniosłam brwi ku górze. Prychnęła i ustała tak blisko mnie, że prawie stykałyśmy się ciałami. Jęknęłam czując w nozdrzach zapach jej wstrętnych perfum.
- Jeśli myślisz, że nie jestem w stanie zabrać Ci chłopaka to się zdziwisz. Właśnie się składa, że ja i Justin’ek bardzo się do siebie zbliżyliśmy. – Wyszeptała mi do ucha. Odepchnęłam ją od siebie.
- Zobaczymy. – Powiedziałam, a ta odeszła. Jus podszedł do mnie i objął w tali.
- Nie masz się czym martwić. Nigdy bym Cię nie zamienił na takie coś lub na coś innego. Jesteś wyjątkowa i pamiętaj o ty. – Cmoknął mnie w usta i posłał mi szczery uśmiech.
- Wiem. – Odwzajemniłam gest i złapałam go za rękę.
- Jejku jaka ta dziewczyna jest wkurzająca. – Jęknął Chris. – Gdybyś została tam dłużej posłuchałabyś jakie to Justin ma mięśnie. – Wszyscy zaczęli się śmiać, a Bieber prychnął.
- Moje mięśnie są boskie, więc nie dziwię się czemu tak powiedziała. – Uniósł głowę do góry by pokazać nam swoją pewność.
- Wmawiaj sobie. – Poklepałam go po ramieniu co spowodowało, że się zatrzymał, a ja razem z nim. Uśmiechnął się cwaniacko i przerzucił mnie sobie przez ramię. Zaczął niezwykle szybko biec.
- Justin, puść mnie, no! – Krzyczałam dławiąc się śmiechem, ale on nie dawał za wygraną. Przesz szybkość w jakiej się przemieszczaliśmy nie widziałam reszty, ale zdecydowanie słyszałam ich głośne rechoty. Nagle przystanął.
- To jakie są moje mięśnie? – Zapytał z olśniewającym uśmiechem.
- Boskie !- Wrzasnęłam przez śmiech. Dopiero teraz zauważyłam, że przygląda się nam moja sąsiadka.
- Susan! Jak ja Cię dawno nie widziałam!! – Starsza Pani podeszła do mnie i przytuliła mnie. Zawsze traktowała mnie jak własną wnuczkę. Często przychodziłam pomagać jej w ogródku, kiedy tego potrzebowała.
- Ja też Pani dawno nie widziałam Pani Glen. Była Pani u fryzjera. – Stwierdziłam lustrując ją wzrokiem. – Od modniała Pani o co najmniej 10 lat. – Kobieta zaśmiała się.
- Dziś przyjeżdżają do mnie wnuczki i chciałam jakoś wyglądać. Dziękuję za komplement i mam nadzieję, że odwiedzisz mnie jeszcze przed wyjazdem.
- Oczywiście. To moi przyjaciele: Emily, Chris, Ryan i Alan. – Wskazałam kolejno na każdego. – A to mój chłopak Justin. – Złapałam go za dłoń.
- Dzień dobry Pani. – Złapał jej dłoń i ucałował.
- Czuję się jak za dawnych lat, jak jeszcze byłam młoda. – Powiedziała.
- Przecież Pani jest jeszcze młoda.
- Babcia zaśmiała się i ruszyła w stronę bramy prowadzącej do jej posiadłości. Mrugnęła do mnie jeszcze jednym okiem informując mnie, że trafiłam na dobrego chłopaka. Pomachałam jej, a ona weszła do domu. My ruszyliśmy w stronę centrum.

- Kochanie we wszystkim wyglądasz prześlicznie. Kupujemy i wracamy do domu. – Jęczał Justin kiedy mierzyłam 20 zestaw.
- To jest ostatni. – Oznajmiłam i byłam pewna, że wywrócił oczami. Zawsze tak robi. Wyszłam zza kotary i pokazałam się chłopakom, którzy zagwizdali jak mnie tylko zobaczyli. Miałam na sobie sukienkę idealnie pasującą do mojej sylwetki i wysokie szpilki, a moją szyję zdobił przepiękny naszyjnik. Szatyn spiorunował ich wzrokiem i wstał. Poszedł do mnie i pochylił się nad moim uchem.
- Gdybyśmy nie byli teraz w sklepie zerwał bym z Ciebie te ciuchy. – Poczułam jak na moich policzkach pojawiają się rumieńce. – Ale proszę idź się przebrać i wracajmy do domu. – Spojrzał mi w oczy i cmoknął mój nosek. Przytaknęłam i wróciłam do przebieralni. Kiedy nałożyłam na siebie ubrania, w których przyszłam wraz z wszystkimi udaliśmy się do kasy aby zapłacić za wszystkie rzeczy. Toreb było sporo, więc postanowiliśmy wziąć taksówkę. Wsiedliśmy do pojazdu i już po 17 minutach byliśmy na miejscu. Chłopaki wzięli wszystkie zakupy, a ja wraz z Emily szłyśmy w stronę drzwi wejściowych śmiejąc się z żartów, które nawzajem sobie opowiadałyśmy. Złapałam za klamkę i pchnęłam drzwi, które zaraz otworzyły się, a ja ujrzałam…
__________________________________________________________
Siemaneczko! Wiem, że rozdział nudny i nic się w nim nie dzieję, ale nie miałam jakoś weny, więc przepraszam. Moja siostra niedawno założyła bloga z opowiadaniem o Larrym Stylinsonie (czy jakoś tak), więc jeśli lubicie czytać opowiadania o zawiązku Harry'ego i Louis'a no to zapraszam serdecznie. Sama go czytam i musze przyznać, że jest dobry. http://larrystylinson-tajemnicadallas.blogspot.com/ !
Wracając do mojego opowiadania to następny rozdział postaram się dodać najpóźniej w piątek. Pozdrawiam was serdecznie <3

08.07.2013 o godz. 21:03
Jeśli Cię obserwuję to powiadamiaj mnie o nowych rozdziałach, jeśli je napiszesz. Niektórzy tego nie robią, a później mam wielkie zaległości ;D Rzadko wchodzę na główną stronę bloblo, więc nie raz, nie widzę, że dodaliście rozdziały. W ten sposób pomogli byście mi pomóc, a korzystając z okazji chciałabym wam serdecznie podziękować za ponad 40 tys. odsłonięć bloga i ponad 400 komentarzy. Jesteście najlepsi <3 Cieszę się, że czytacie moje opowiadanie i że mam dla kogo pisać. Myślę, że kolejny rozdział pojawi się do poniedziałku. Kocham was i pozdrawiam ♥

Tagi: Info.
06.07.2013 o godz. 12:20
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


- Dorothy.. – Wysyczałem przez zęby i ścisnąłem mocniej kruchą dłoń Susan. Szykuje się najgorszy wieczór w moim życiu. Nie widziałem jej już od paru lat. Zmieniła się i musze przyznać, że na dobre. Jej piękne niegdyś brązowe włosy teraz blond były lekko podkręcone przy końcówkach, a na twarzy widniał podkreślający oczy i usta makijaż. Przez chwilę patrzeliśmy sobie w oczy zupełnie tracąc kontakt z rzeczywistością. Czułem się jak w innym wymiarze, można powiedzieć, że śnię. Lecz nawet we śnie nie przypuszczałem, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę, a teraz stoi dokładnie przede mną i mało tego jest związana z moim przyjacielem, a bratem mojej dziewczyny. To wszystko wydaje się chore, ale prawdziwe.
- Witaj ponownie, Justin’ie. – Usłyszałem w myślach ten głos. Głos, który mógł roztopić nawet najtwardsze lodowce.
- Czego tu chcesz? – Zapytałem również nie pozwalając aby moje słowa ujrzały światło dzienne.
- Zobaczysz w krótce. – Oznajmiła tajemniczo uśmiechając się cwaniacko przy tym. Zmarszczyłem brwi i również odwzajemniłem jej gest. Cokolwiek pragnie zrobić na pewno jej się to nie uda, a przynajmniej miejmy taką nadzieję. Poczułem jak coś mocniej zaciska się na mojej dłoni. Odwróciłem głowę i wkrótce moje spojrzenie spotkało zmartwiony wzrok Susan. Pochyliłem się nad nią i ucałowałem jej rozgrzany policzek, a jej wyraz twarzy ze zmartwionej zmienił się na szczęśliwą i pełną pozytywnej energii. Właśnie to najbardziej kochałem w tej dziewczynie. Wystarczył tak mały gest by na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nathan głośno odchrząknął, a wszyscy momentalnie zwrócili wzrok na niego.
- To jest właśnie moja dziewczyna, Cassie. Cassie, to jest moja siostra Susan i jej chłopak Justin. – Co za wredna suka. Jak można okłamywać własnego chłopaka. Cassie, dobre sobie. Pewnie nie tylko swoje prawdziwe imię ukrywa, ale i całą resztę. Simons wyrwała się z mojego uścisku i podeszła bliżej do blondynki.
- Susan. – Uśmiechnęła się szczerze i podała jej dłoń. Dorothy ukradkiem spojrzała na mnie i po raz kolejny w ciągu ostatnich minut posłała mi ten sam cwaniacki uśmiech.
- Cassie. – Odwzajemniła oba gesty co spowodowało, że na twarzy Nathan’a pojawił się szczęśliwy uśmiech. Pewnie cieszy się, że jego dziewczyna i siostra załapały dobry kontakt, ale nie długo może się to diametralnie zmienić. Black (nazwisko Dorothy) coś szykuję, a ja jeszcze nie wiem co. Potrafi bardzo dobrze ukrywać swoje myśli, albo jest na tyle głupia, że w ogóle nie myśli.
- No to może usiądziemy do stołu i w końcu coś zjemy bo umieram z głodu. – Potarł dłoń do dłoń Simons. Wszyscy zgodnie przytaknęli i ruszyliśmy w stronę wyznaczonego miejsca. Zająłem miejsce obok Susan, a naprzeciwko nas reszta. Rodzeństwo zaczęło nakładać sobie jedzenie tylko ja i blondynka cały czas posyłaliśmy sobie wrogie spojrzenia.
- Kochanie, a ty nie jesz? – Zapytał Nathan. Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i pokiwała przecząco głową.
- Twój chłopak tak bardzo się napracował nad przyrządzeniem tego wszystkiego wyłącznie z Twojego powodu, a Ty nie raczysz nawet spróbować? – Wypowiedziałem wszystko z jadem.
- Justin. – Wyszeptała Susan przejeżdżając opuszkami palców po moich plecach abym uspokoił się trochę.
- Nie, spokojnie. Nic się nie stało. Po prostu nie jestem głodna. – Uśmiechnęła się blado wampirzyca.
- Justin, jeśli mnie słyszysz zamrugaj dwa razy. – Usłyszałem w myślach głos mojej dziewczyny. Spojrzałem się na nią i wykonałem jej polecenie. Skinęła głową i kontynuowała.
- Ta dziewczyna jest jakaś dziwna. – Zachichotałem za co zaraz oberwałem w ramię. – Justin, ja mówię serio. Czy ona czasami nie jest wampirem? – Zamrugałem dwa razy na tak. Dało się usłyszeć jak dziewczyna przełknęła głośno ślinę. Fajnie, że znaleźliśmy jakiś sposób komunikacji, którego nikt nie rozumie. Pewnie się zastanawiacie dlaczego Dorothy tego nie słyszy? No to już wyjaśniam. Otóż. Tylko wampir pierwotny może czytać w myślach osoby śmiertelnej. Natomiast inne mogą tylko istotą magicznym.
- A Ty czemu nie jesz? – Zapytała Dorothy.
- Zjadłem przed Twoim przyjściem.- Ta dziewczyna zaczyna mnie już nieźle wkurzać. Niby nic nie robi, ale jednak coś sprawia, że mam dość jej towarzystwa. Musiałem udawać przed Nathan’em, że muszę chronić moją tożsamość .
- A dlaczego wszyscy mają białe wino, a Ty czerwone?
- A może dlatego, że czerwone to moje ulubione, a tak w ogóle to nie Twój zasrany interes. – Warknąłem. Miałem gdzieś, że sprawię tym przykrość chłopakowi, ale puściły mi nerwy. Na pewno każdy na moim miejscu by tak postąpił.
- Justin, proszę miej choć trochę szacunku do mojej dziewczyny.
- Miałem go, ale już po tym jak przekroczyła próg tego domu wyparował. – Wstałem z miejsca i walnąłem pięścią w stół.
- Choć skarbie na górę. – Powiedziała ciepło Susan i złapała mnie za rękę. Posłałem jeszcze mordercze spojrzenie w stronę blondynki i weszliśmy po schodach na górę. Otworzyła przede mną drzwi pokoju i wpuściła mnie pierwszego. Podszedłem do ściany i już na chwile moje pięści witały się z nią.
- Justin! – Uniosła się dziewczyna. – Jeśli zaraz się nie uspokoisz to rozniesiesz mi pokój. – Jęknęła. Posłuchałem słów dziewczyny i usiadłem na miękkim materacu łóżka. To wszystko mnie wykańczało. Miałem wszystkiego po dziurki w nosie. Pragnę tylko wyjechać gdzieś daleko stąd. Na szczęście jutro mnie już tu nie będzie. Mam wątpliwości co do tego by zostawić Nathan’a samego z Dorothy. Zaplątała go sobie wokół małego palca. Nie mogę pozwolić by ten ich cały związek doszedł zbyt daleko. Im będę dłużej zwlekał tym większy będzie ból jaki Black zada Simons’owi.
- A, więc ona to wampir? – Przytaknąłem. – Na moje oko to wy musieliście znać się wcześniej i porządnie zaleźć sobie za skórę, nie mylę się prawdaż? – Znów ma rację.
- To Dorothy. – Powiedziałem, a ona zamrugała kilka razy.
- Pieprzysz! – Pokiwałem przecząco głową. – Ale przecież ona ma na imię Cassie, a nie Dorothy. – Usiadła obok mnie z myślącą miną.
- Kłamie. – Oznajmiłem pewny swoich słów.
- Jak myślisz po co mogła wrócić? Myślisz, że ona może mieć jakiś związek z Brown’ami? Może to głupie, ale właśnie tak mi się wydaję.
- Nie to właśnie nie jest głupie. Jestem w stu procentach pewny, że oni razem coś knują przeciwko nam. – Złapałem jej twarz w dłonie. – Obiecaj, obiecaj, że gdyby coś się stało będziesz pamiętać, że kocham Ciebie najbardziej na świecie i nic tego nie zmieni. Obiecaj, że mimo wszystko Ty też będziesz mnie kochać. Proszę obiecaj mi to.
- Obiecuję, Justin. Obiecuję. – Wyszeptała patrząc mi prosto w oczy. Pogładziłem kciukiem jeden z jej policzków i uśmiechnąłem cię.
- Grzeczna dziewczynka. – Z namiętnością, ale i uczuciem wpiłem się w jej pełne usta. Uwielbiam ich smak. Można powiedzieć, że uzależniłem się od nich i nic nie jest w stanie przerwać ten nałóg.



- Czy Ciebie do końca powaliło już na ten wampirzy łeb? – Do pokoju wtargnął wściekły Nathan. Jest na mnie zły i to można wyczuć na kilometr.
- Nie krzycz na niego! – Broniła mnie Susan wstając z łóżka. – Robił to co musiał.
- To co musiał? – Parsknął. – Tak na pewno musiał naskakiwać na moją dziewczynę. Tak, na pewno. Wiesz, myślałem, że jesteś inny, ale widać pomyliłem się co do Ciebie. – Chciał już wychodzić, ale go zatrzymałem. Nie mógł się teraz ode mnie odwrócić bo Dorothy od razu wykorzystałaby to przeciwko mnie.
- Posłuchaj. – Podniosłem się z łóżka i zacząłem zmierzać w jego stronę. – Znam dobrze Cassie i wiem jaka ona jest. Proszę daj mi to wszystko wyjaśnić, a zrozumiesz dlaczego tak postąpiłem. Usiądź, a ja wszystko CI wyjaśnię. – Zrobił to co mu powiedziałem i zrobił pytającą minę. Opowiedziałem mu wszystko od czasu mojego związku, aż do teraz. Wiedziałem, że gdy powiem mu te wszystkie rzeczy nie będzie miał wtedy dobrego nastroju. Zresztą, a kto by miał jakby wydało się, że jego dziewczyna to tak naprawdę ktoś inny. Mówienie mu tego wszystkiego zajęło mi sporo czasu ponieważ chłopak do tej pory nie wiedział o istnieniu Jared’a jak i jego rodziny.
- Co za fałszywa suka. – Syknął wstając z miejsca.
- Proszę nie myśl pochopnie. Musisz nam pomóc.
- Jak? – Zapytał z lekka uspokajając się.
- To nic wielkiego. Musisz tylko zachowywać się naturalnie i tak jakby wszystko pomiędzy Tobą, a Dorothy było w najlepszym porządku, a do mnie jakbyś czuł hmm… odrazę. Będziesz mówił nam wszystko co tylko ona Ci powie. Musimy mieć pewność, że ona współpracuję z Brown’ami. – Wytłumaczyłem, a Nath skinął głową na znak, że wszystko dokładnie przyjął i zgadza się ze mną.
- Zrobię wszystko by ochronić moją siostrę. W sumie to mam tylko ją, a gdybym ją stracił to zostałbym zupełnie sam. Oczywiście mam jeszcze rodziców, ale nie mam zamiaru do nich wracać. – Ustaliliśmy jeszcze konkrety i brunet opuścił pokój. Zobaczyłem, że na łóżku siedzi zupełnie nieobecna Susan. Szybko zająłem miejsce obok niej i zapytałem:
- Skarbie, stało się coś? – Spojrzała na mnie i dopiero wtedy dostrzegłem w jej oczach łzy. Nie znoszę jak dziewczyna płacze, a jeszcze bardziej jeśli to moja.
- To wszystko mnie przytłacza. Tego wszystkiego jest o wiele za dużo. Mam dość tego ciągłego uważania na każdym kroku. Chcę żyć normalnie jak każda nastolatka w moim wieku, chcę chodzić po ulicach nie wiedząc, że w każdym momencie ktoś może się na mnie rzucić. Nie chcę tego. – Łkała. Moim istnieniem zrujnowałem jej życie. Najlepiej by było gdybym tak jak na początku udawał, że jej nienawidzę tak jak robiłem to na początku. Wtedy nie byłaby obarczana tymi problemami co jest teraz, ale oczywiście egoistyczny Justin zaczął myśleć tylko o sobie i swoich uczuciach nie patrząc na konsekwencje, których teraz doznaje i nie tylko ja, ale też i Susan.
- Wiem, to wszystko jest moja wina. – Rzekłem na co dziewczyna od razu zaczęła protestować.
- Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Ja wybrałam, którą drogą pójdę, więc nie obwiniaj się za to co ja zrobiłam. Nie jest błędem to, że Cię poznałam czy to, że jesteśmy razem. Kieruję się sercem, a ono podpowiada mi, że Cię kocham i nikt tego nie zmieni nawet jacyś krwiopijcy. W przeszłości popełniłeś błąd, a konsekwencje tego są widoczne właśnie w tym momencie, ale nic z tym nie zrobił. Każdy popełnia błędy bo przecież jesteśmy tylko ludźmi i nie zmienisz tego.
- Ja nie jestem człowiekiem. – Spuściłem głowę w dół.
- Nie, Justin. Jesteś w stu procentach człowiekiem bo posiadasz uczucia. Nie jest nim Jared czy Dorothy, ale Ty jesteś.
- Ale to ja zrzuciłem na Ciebie ten ciężar i nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Nie zapominaj, że ja też miałam w tej sprawie coś do powiedzenia. Wiedziałam na co się piszę i nie zrobiłam nic aby od tego uciec. Justin, kocham Cię i nic tego nie zmieni. Potrzebuję tylko trochę odpoczynku, oderwania się od tego całego bagna. – Przytuliłem ją mocno i położyłem moją głowę na jej ramieniu.
- Już jutro, skarbie. Będziemy daleko stąd. – Wyszeptałem jej do ucha.

Susan’s POV

- Justin, jesteś pewny, że wszystko jest spakowane? – Zapytałam zapinając pas bezpieczeństwa.
- Spokojnie. Jestem w stu procentach pewny, że na pewno wszystko jest na swoim miejscu. – Zapewnił mnie i wsadził kluczyć do stacyjki samochodu, który był na tyle duży aby pomieścić nas wszystkich.
- Nie zapomniałeś zabrać prezerwatyw? – Zaśmiał się Alan. Tak, on też jedzie z nami dla bezpieczeństwa. Co by było gdyby tak nagle podczas naszego pobytu w NY zjawił się taki Jared?
- A idź stąd? – Zawtórował mu Bieber. Przewróciłam oczami na ich krótką wymianę zdań, ale co poradzić? Przecież to chłopcy, a im tylko jedno w głowie. Oparłam głowę o zimną szybę i westchnęłam głośno.
- Co jest kochanie? – Usłyszałam ciepły głos mojego chłopaka.
- Jedź już. – Powiedziałam.
- Justin widzę, że nie dostaniesz. – Alan zaczynał mnie już powoli denerwować. Jeśli się nie uspokoi wyrzucę go przez okno.
- Oh zamknij się. – Warknęłam równo z Justinem i w końcu ruszyliśmy. Czeka nas długa droga.



Leniwie otworzyłam oczy i zauważyłam, że jestem w swoim pokoju w NY. Ziewnęłam i podniosłam się na równe nogi. Pewnie Justin przeniósł mnie tu gdy dojechaliśmy. Musiałam mieć twardy sen ponieważ zupełnie nic nie poczułam. Usłyszałam głośne śmiechy dochodzące z dołu, więc postanowiłam zejść na dół. W salonie zastałam wszystkich. Moich rodziców jak i przyjaciół, z którymi tu przyjechałam. Gdy tylko usłyszeli, że schodzę po schodach oczy wszystkich zwróciły się na moją osobę.
- Moja rybka wstała! – Krzyknął uradowany ojciec i podbiegł do mnie aby mnie przytulić.
- Proszę, tylko nie rybka. – Jęknęłam na co wszyscy się zaśmiali.
- Oh no dobrze ogóreczku. – Wywróciłam oczami.
- Tęskniłam za Tobą i tymi Twoimi ksywkami. – Oplotłam rękoma jego szyję.
- Też tęskniłem. – Lekko się ode mnie odsunął i później przyszła kolej na moją rodzicielkę. Przywitałam się również z nią i usiadłam Justin’owi na kolanach. Obdarzył mnie szerokim uśmiechem i ucałował mój zaróżowiony policzek.
- Zobacz Ben jacy oni są szczęśliwi. – Schowałam twarz w klatkę piersiową chłopaka, a wszyscy wydobyli z siebie przeciągłe „Aww”.
- Masz naprawdę świetnych przyjaciół. – Odezwała się Elizabeth. – A skoro mówimy już o przyjaciołach to za … - spojrzała na zegarek. – Za 10 minut przyjdzie Sammy. – Pisnęła uradowana i klasnęła w dłonie.
- Świetnie. – Burknęłam, a wszyscy moi znajomi domyślili się, że nie pałam do niej pozytywnym uczuciem.
_________________________________________________________
Siemanson! Ktoś spytał się mnie czy zrobię filmik do opowiadania. Stwierdziłam, że teraz nie ma sensu, ale może zrobię gdy będzie zaczynała się druga część. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto chce abym go powiadamiała o następnych rozdziałach, a nie ma założonego konta to niech napiszę do mnie na gg. 15534957, lub wpiszę w komentarzu swoją nazwę Twittera to będę mu pisała. Jak macie jakieś pytania to zapraszam na mojego aska.

04.07.2013 o godz. 12:41
CZYTASZ = KOMENTUJESZ!


- Su…Susan – Wychrypiał. – Ja Ciebie też kocham. – Jego powieki stawały się coraz bardziej ciężkie aż w końcu opadły.
- Justin! Obudź się. Justin!.... J-Ja... weźcie m-moją krew. – Wyjąknęłam. Wiedziałam, że muszę coś zrobić, a jeśli tylko to może mu pomóc to jestem w stanie to zrobić. Zerknęłam jeszcze na bok gdzie Pan Jerremy rozprawiał się z Jared’em. Złapał go za kark i rzucił na drugi koniec ogródka. Brown wstał i z prędkością światła opuścił moją posiadłość, a ojciec Justina znalazł się przy nas.
- Jesteś pewna, że chcesz to zrobić? – Zapytał się mnie i położył jedną dłoń na moim ramieniu.
- Tak. Nie mogę go stracić, jest dla mnie wszystkim. – Skinął głową i złapał mnie za nadgarstek. Podciągnął rękaw mojego swetra odsłaniając moje ciało. Przybliżył moją rękę do ust chłopaka i po chwili poczułam jak zatapia we mnie swoje kły. Na początku zabolało, ale później sprawiało mi to taką jakby… przyjemność? Oczy szatyna otworzyły się nagle i spojrzał na mnie. Zmarszczył brwi patrząc na mój nadgarstek i szybko odsunął go od swojej buzi.
- Czemu to zrobiłaś? Mogłem Cię zabić! – Krzykną podnosząc się. Nie powiem trochę mnie przeraziło jego zachowanie. Wszyscy zebrani podnieśli się z miejsca.
- Justin, uspokój się, nie chcieliśmy Ci stracić. Tak trudno to zrozumieć? – Załkała Pattie.
- Ale nie kosztem mojej dziewczyny. – Warknął.
- Ja sama to zaproponowałam, Justin. Jeśli Tobie by coś się stało, nie wiem co bym ze sobą zrobiła, ale jestem pewna, że nie potrafiłabym żyć bez Ciebie, bez Twojego uśmiechu i dotyku. To byłoby za wiele. – Całemu zdarzeniu dokładnie przysłuchiwała się głowa rodziny Bieber’ów jak i moi przyjaciele.
- Przepraszam. – Podszedł do mnie i przytulił. Wiedziałam, że żałuje dlatego postanowiłam mu wybaczyć.
- Jest dobrze. – wyszeptałam w jego klatkę piersiową.
- Nie, nie jest dobrze. Naskoczyłem na Ciebie bez żadnego powodu, a powinienem Ci podziękować za uratowanie. – Odsunął się ode mnie i krzyknął. Wystraszyłam się.
- Justin! – Upomniał go Jerremy. – Nie zapominaj, że zwracasz się do swojej dziewczyny.
- Przepraszam … i dziękuję. – Skinęłam tylko głową bo już bałam się cokolwiek powiedzieć.



- Dlaczego Twoje ciało było osłabione jeśli piłeś krew wczoraj wieczorem? – Zapytałam gdy leżeliśmy na łóżku w domu Justin’a.
- Tamta krew nie była ludzka tylko zwierzęca, ludzkiej nie piłem od dobrych dwóch miesięcy. To dlatego mój organizm był bardzo słaby. – Wytłumaczył rysując zupełnie mi nieznane znaki palcami po moim nagim brzuchu.
- Czym różni się ludzka od zwierzęcej?
- Ludzka daje nam więcej energii i starcza na większy okres czasu. – Skinęłam głową. No to już wiem skąd Jared ma w sobie tyle siły.
- Trzeba będzie omówić nasz wyjazd ze wszystkimi. – Zmieniła temat.
- Spokojnie, ja i Emily zajęliśmy się wszystkim. – Odparłam dumnie.
- A jak myślisz Twoi rodzice pozwolą nam spać razem? – Zamruczał mi do ucha, które zaraz lekko przygryzł. Zadrżałam co nie umknęło jego uwadze i wydał z siebie cichy chichot. Sprzedałam mu sójkę w bok i zaśmiałam się.
- Myślę, że tak. Rodzice od zawsze mi ufali. Czemu teraz miałoby być inaczej?
- Czyli już spałaś z chłopakiem?
- Tak. – Momentalnie posmutniał. – Ale nie w tym sensie. – Odpowiedziałam szybko, a on poruszył kilka razy zabawnie brwiami w górę i w dół.
- Przestań. – Zakryłam twarz dłońmi.
- No już dobrze, dobrze. – Niepewnie zabrałam dłonie z twarzy, a Justin wykorzystał sytuację i wpił się w moje usta. Jęknęła mu w usta czując jego ciepły język w mojej jamie ustnej. Kiedy się od siebie odsunęliśmy uśmiechnęliśmy się do siemię. Obdarowałam go jeszcze szybkim buziakiem i odparłam:
- Nathan chce przedstawić m i swoją dziewczynę, wpadniesz?
- Pewnie. Nie mógłbym tego przegapić. – Zaśmialiśmy się głośno i nagle do pokoju wpadł facet.
- Justin, możemy pogadać? – Spojrzał najpierw na mnie, a później na mojego chłopaka. Biebs posłał mi przepraszające spojrzenie i wyszedł z pokoju.

Justin’s POV

- Co jest? – Zapytałem wchodząc do salony gdzie wszyscy już byli łącznie z Corsen’ami.
- Jesteśmy bliscy wynalezienia broni na Brown’ów, ale musimy jeszcze trochę popracować. – Oznajmił Devdas.
- Devdas’ie wiesz, że nie po to go tu ściągnęliśmy. – Przypomniała mu moja rodzicielka.
- Przepraszam Pattie. – Moja matka przewróciła oczami na co z mojej ust wyszedł cichy chichot, ale każdy w pokoju usłyszał go.
- To może przejdźcie do rzeczy. Wiecie w pokoju czeka na mnie Susan. – Poruszyłem brwiami w górę i w dół.
- Justin! – Skarciła mnie mama.
- No przecież żartuję.
- Justin, Dorothy powróciła. – Krzyknął Chris. Pewnie nie mógł już wytrzymać tego całego przetrzymywania mnie w niepewności, ale po tym co usłyszałem przeraziłem się lekko. A jak będzie chciała zniszczyć to co jest między mną, a Susan. Wiem do czego ona jest zdolna. Najlepiej by było nie dopuszczać ich do siebie. Wtedy moje kochanie będzie bezpieczne i ja też.
- Czy to pewne? – Zapytałem.
- Tak, Justin’ie. Spotkaliśmy ją gdy zmierzaliśmy do was. – Oznajmił Pan Rahul – ojciec Alan’a.
- Byłoby dobrze jakbyście wyjechali na jakiś czas z miasta. – Odezwał się Alan. Sinąłem głową.
- Dobrze, że dziewczyny wpadły na pomysł z tym wyjazdem do NY. – Do rozmowy włączył się Ryan. Wszyscy zgodzili się z tym co powiedział. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i wróciłem na górę do Susan, która pewnie niecierpliwiła się. Otworzyłem drzwi mojego pokoju i wszedłem do środka.
- Coś się stało? – Zapytała z przejęciem. Nie mogłem jej tego powiedzieć. Musiałem trzymać to w tajemnicy tak długo jak się da.
- Nie. – Uśmiechnąłem się blado, a dziewczyna zmarszczyła brwi. Naprawdę wszystko jest okey. Co powiesz abyśmy już jutro wyjechali do Twoich rodziców?
- Justin, ale ferie zaczynają się dopiero za tydzień. Nie możemy sobie tak po prostu wyjechać. Mamy szkołę.
- Wszystko jest załatwione. Moi rodzice napiszą nam usprawiedliwienia. Pomyśl, będziesz miała więcej czasu aby nacieszyć się wolnymi chwilami z najbliższymi.
- I z Tobą. – Dopowiedziała. Uśmiechnąłem się ciepło i położyłem się na moim wcześniejszym miejscu obok dziewczyny. – Na pewno wszystko jest okey? – Zapytała zataczając kółka na moim torsie.
- Tak, nie masz się o co martwić. – Musnąłem jej czółko.



Za 10 minut ma się zjawić nowa dziewczyna Nathan’a. Podenerwowany chodzi po całym salonie, a ja z Susan nie możemy powstrzymać się przed wybuchnięciem śmiechem. Wszystko wyglądało komicznie. Denerwuje się jakby miał poznać jej rodziców. Teraz po tym co pomyślałem to ja zacząłem się denerwować bo przecież jutro poznam rodziców dziewczyny, która znaczy dla mnie wszystko. Nie chciałbym zrobić z siebie kompletnego kretyna na ich oczach. Usłyszawszy dzwonek do drzwi podniosłem się z miejsca i złapałem moją dziewczynę za rękę. Nath rzucił się do drzwi aby je otworzyć, a my ponownie zaśmialiśmy się z jego zachowania. Chłopie ogarnij się.
- Hey, skarbie. – Przywitał się chłopak.
- Hey. – Tego głosu nie chciałem.
- Wejdź. – Zaprosił ją do środka, a moim oczom ukazała się dobrze znana mi osoba.
- Dorothy. – Wysyczałem przez zęby i ścisnąłem mocniej kruchą dłoń Susan. Szykuje się najgorszy wieczór w moim życiu.

02.07.2013 o godz. 10:07